Koncert Epic45 – Klub Pod Minogą, Poznań – recenzja

Najpierw słów kilka o supporcie, czyli zespole We Call It a Sound. Chłopcy to zaledwie, brak jeszcze drygu i pewności scenicznej widać, ale na pewno jest co posłuchać. Widząc ich na scenie miałam wrażenie, że jeszcze nie do końca są pewni jaki efekt chcą osiągnąć, zarówno jeżeli chodzi o tworzoną muzykę, jak i odbiór ze strony suchaczy. Niemniej śledzić karierę będę, bo jak może im się uda, w końcu, znaleźć ten ich „Sound” to jeszcze się czegoś dużego doczekamy.

Epic45. O Panach już pisałam, reaserch zrobiłam, myślałam, że wiem czego idę posłuchać. G… wiedziałam! Epic45 w wersji live to zupełnie inny zespół, piosenki wykonywane z tzw. czadem bardziej indie rock przypominają niż ambient, i w ogóle jest to zupełnie inna muzyka. Nawet nie mogę powiedzieć czy lepsza czy gorsza, po prostu inna. Powiedziałabym, że koncert był rewelacyjny, gdyby nie ^$^%#!$#%&*! publiczność. No proszę państwa, żebym ja na głośnym koncercie, w niewielkiej sali musiała przesiadać się bliżej sceny, bo jacyś ludzie mi się nad głową przekrzykiwali?! I to jeszcze w Minodze, gdzie parter jest otwarty normalnie dla bywalców, a na koncert trzeba wejść na górę i jeszcze za bilet zapłacić! Ja rozumiem, że to nie opera symfoniczna, ale no przecież to szlag człowieka może trafić! Zresztą widać było, że chłopaki sobie wzięły do serca brak zainteresowania i rachityczne oklaski. Zaczęli z wykopem, ale potem widać było zniechęcenie, i dopiero ostatnie utwory znowu były w stanie człowieka porwać. Aż żal.

Miałam również przyjemność chwilę pogadać z zespołem (aczkolwiek niestety nie udało mi się dosłyszeć imion dodatkowych członków live-bandu) i zapytać ich skąd nazwa Epic45. Dostałam odpowiedź, że to skomplikowana sprawa, i ma to związek z końcem drugiej Wojny Światowej, z błogimi dniami które nastąpiły po jej zakończeniu, z powrotem do normalności. Stwierdziłam, że przecież cała ludzkość uznała, że po zakończeniu tej wojny już nic nie będzie „normalne”. Odparli, że to ciężko wytłumaczyć, a poza tym mieli 16 lat jak wymyślali tę nazwę. Na kolejne pytanie czy wolą tworzyć muzykę, jak to zawsze podkreślają „intymnie” w domu czy dawać show na żywo, zgodnie stwierdzili, że choć koncerty na żywo dostarczają im dużo frajdy to właśnie proces tworzenia muzyki, ich współpraca, jest dla nich najważniejsza. Na koniec dodali, że chociaż publiczność ich zawiodła, Poznań jako miasto zrobił na nich duże wrażenie.

Podsumowując – nie dość, że na żywo chłopaki brzmią naprawdę dobrze, to dodatkowo są to przemili ludzie. Jeżeli kiedykolwiek będę miała okazję, to z przyjemnością wybiorę się na ich koncert jeszcze raz. A, no i żadnego dyktafonu nie miałam, także „wypowiedzi” jakie dali mi Ben Holton i Rob Glover są absolutnie nieautoryzowane. M.

Reklamy

Zapowiedź: Epic45 17/02/2010, Pod Minogą, Poznań

Epic45 to projekt, którego stałymi członkami są dwaj koledzy ze szkolnej ławy; Ben Holton i Rob Glover. Reszta składu płynna. Pochodzenie: zapyziałe, angielskie miasteczko.  Debiutowali w 1999, od tego czasu wydając kilka albumów, EP-ek oraz pojawiając się na płytach innych artystów „we współpracy”. W 2007 wydali LP „May Your Heart Be the Map”, który uzyskał pozytywne recenzje, i sprawił, że zrobiło się o nich głośniej. Ich ostatnie wydawnictwo to mini-album „In All The Empty Houses”. Panowie swoją muzyką chcą „wyrazić tęsknotę za utraconymi już dziecięcymi wakacjami i przeszłością, która może wcale nie istniała”. I chyba to jest najdokładniejszy opis rodzaju muzyki, którą tworzą, choć oficjalne określenia to „atmosferyczny pop/ambient”. Osobiście uważam, że dryfują gdzieś pomiędzy Brian’em Eno, Sigur Rós, a nawet przez sekundę pomyślałam o Just Jack’u (melorecytacja z brytyjskim akcentem). Najlepiej posłuchajcie sami. Klub Pod Minogą, start godz. 20, bilety 20/25 PLN. Panowie wystąpią również w Krakowie i Warszawie. Support: We Call It a Sound. M.