Son of Rogue’s Gallery: Pirackie Ballady, Morskie Pieśni i Szanty

W 2006 roku, amerykański producent muzyczny Hal Willmer, przy współudziale i błogosławieństwie Gore’a Verbinski’ego i John’ego Depp’a (reżysera i głównej gwiazdy „Piratów z Karaibów”) stworzył składankę „Rogue’s Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs, and Chanteys”. Choć do współpracy Willmer’owi udało się ściągnąć muzyczną śmietankę (Sting , Bono, Nick Cave), nie wszystkie wizje muzyczne wizje udało mu się wtedy zrealizować, co spowodowało, że 19 lutego br., wydany zostanie sequel: „Son Of Rogues Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs & Chanteys”. Skład drugiej „Galerii Szubrawców” jest chyba jeszcze bardziej imponujący niż na poprzednim wydawnictwie:

Disc 1:

01 Shane MacGowan: „Leaving of Liverpool” [ft. Johnny Depp and Gore Verbinski]Son of Rogues Gallery
02 Robyn Hitchcock: „Sam’s Gone Away”
03 Beth Orton: „River Come Down”
04 Sean Lennon: „Row Bullies Row” [ft. Jack Shit]
05 Tom Waits: „Shenandoah” [ft.Keith Richards]
06 Ivan Neville: „Mr Stormalong”
07 Iggy Pop: „Asshole Rules the Navy” [ft. A Hawk and a Hacksaw]
08 Macy Gray: „Off to Sea Once More”
09 Ed Harcourt: „The Ol’ OG”
10 Shilpa Ray: „Pirate Jenny” [ft. Nick Cave and Warren Ellis]
11 Patti Smith and Johnny Depp: „The Mermaid”
12 Chuck E Weiss: „Anthem for Old Souls”
13 Ed Pastorini: „Orange Claw Hammer”
14 The Americans: „Sweet and Low”
15 Robin Holcomb and Jessica Kenny: „Ye Mariners All”
16 Gavin Friday and Shannon McNally: „Tom’s Gone to Hilo”
17 Kenny Wollesen and The Himalayas Marching Band: „Bear Away”

Disc 2:

01 Frank Zappa and the Mothers of Invention: „Handsome Cabin Boy”
02 Michael Stipe and Courtney Love: „Rio Grande”
03 Marc Almond: „Ship in Distress”
04 Dr John: „In Lure of the Tropics”
05 Todd Rundgren: „Rolling Down to Old Maui”
06 Dan Zanes: „Jack Tar on Shore” [ft. Broken Social Scene]
07 Sissy Bounce (Katey Red and Big Freedia): „Sally Racket” [ft. Akron/Family]
08 Broken Social Scene: „Wild Goose”
09 Marianne Faithfull: „Flandyke Shore” [ft. Kate and Anna McGarrigle]
10 Ricky Jay: „The Chantey of Noah and his Ark (Old School Song)”
11 Michael Gira: „Whiskey Johnny”
12 Petra Haden: „Sunshine Life for Me” [ft. Lenny Pickett]
13 Jenni Muldaur: „Row the Boat Child”
14 Richard Thompson: „General Taylor” [ft. Jack Shit]
15 Tim Robbins: „Marianne” [ft. Matthew Sweet and Susanna Hoffs]
16 Kembra Phaler: „Barnacle Bill the Sailor [ft. Antony, Joseph Arthur, and Foetus]
17 Angelica Huston: „Missus McGraw” [ft. The Weisberg Strings]
18 Iggy Pop and Elegant Too: „The Dreadnought”
19 Mary Margaret O’Hara: „Then Said the Captain to Me (Two Poems of the Sea)”

Przyznam , że nie przepadam jakoś szczególnie za szantami – rozumiem śpiewać je po pijaku, ale żeby słuchać w domu dla przyjemności? Z drugiej strony, któż z nas oparł się romantycznej aurze, która otacza piratów… Swoją drogą to niesamowite jak fenomen piratów jest wciąż pielęgnowany – ja rozumiem, że kiedyś życie było prawie zawsze trudne i brutalne, także wizja trudnego i brutalnego życia, ale z wolnością, przygodami i ukrytymi skarbami była atrakcyjna, ale teraz to już chyba kompania Disney’a specjalnie ciężko pracuje, żeby ludzie zapomnieli, że piraci to była śmierć, gwałty i zniszczenie?

Ale wracając do muzyki.

Obie płyty to w sumie 36 utworów i jeszcze większa ilość wykonawców, stąd jak można się spodziewać duża nierówność całej kompilacji. Być może zamiarem producenta było pozostawienie artystom całkowitej swobody interpretacji, niemniej przez to całość wydaje się mało spójna (poza tematyką oczywiście). Część artystów wykonało zadanie interpretacji bardzo dobrze, niezależnie od tego czy pozostali przy stylistyce ‚szantowej’, czy zupełnie zreinterpretowali utwór, część jest zwyczajnie przeciętna, żeby nie powiedzieć nudna.

Postanowiłam skoncentrować się głównie na jasnych punktach albumu. Przede wszystkim kolekcja utworów zebranych na drugiej produkcji Willmer’a jest ciut lżejsza pod względem tematyki (mniej tortur, sodomii i śmierci, ale to może akurat nie dla wszystkich zaleta). Producentowi udało się również zebrać sporo mocnych, ochrypłych głosów, idealnie pasujących do historii pełnych picia i ciężkich dni na morzu. Oczywiście gwiazdą tutaj jest Tom Waits, którego głos został po prostu stworzony do pieśni takich jak „Shenandoah”. Z kolei komu innemu miałaby przypaść piosenka  „Asshole Rules the Navy” (marynarką rządzą dupki) jak nie Iggy’emu z tym jego punkowo-ironicznym głosem (zresztą przy ‚The Dreadnought” też sobie nieźle radzi). Zachwycona jestem również głosem i interpretacją słynnej „Pirate Jenny” przez Shilpa’e Ray (z zespołu Shilpa Ray and her Happy Hookers). Jenny w wykonaniu Shipla’y jest rzeczywiście pełna furii, rozgoryczona i naprawdę pragnie ich śmierci… W tle Nick Cave, ale bez żadnych rewelacji. Kolejny ochrypły głos, który brzmi nadspodziewanie przyjemnie w konwencji popowo – pirackiej należy do Macy Gray. Zmarnowaną szansą jest natomiast duet Michael Stipe -Courtney Love – kto wpadł na pomysł, żeby przy wykonywaniu pirackiej pieśni pierwszy głos dać wokaliści R.E.M. zamiast wokalistki Hole?!

Podoba mi się również „Whiskey Johnny”, która w wykonaniu Michael Gira ze Swans jest taka jaka piosenka o whiskey powinna być – przewrotna i pijacka. Ach, no i jeszcze istne małe cudo – Beth Orton i jej mocne, smutne i przejmujące „River Come Down”. Z totalnych reinterpretacji najbardziej podoba mi się  „Sally Racket” w konwencji ‚sissy bounce’ (specyficzny hip-hop z Nowego Orleanu, wypromowany ostatnio m.in. przez queer/gej raperów  Katey Red i Big Freedia), a także prawdziwa perełka albumu: „Barnacle Bill the Sailor„. Utwór ten jest dialogiem rozpisanym pomiędzy piękną dziewicę (śpiewaną głosem kobiecym lub męskim falsetem – w tej roli idealny Anthony z grupy Anthony and the Johnsons) i Marynarza Skorupiakowego Billa (tu perfekcyjnie dobrana Kembra Phaler z glam-punkowo-okultystycznego zespołu The Voluptuous Horror of Karen Black, wspierana przez Joseph’a Arthur’a). Piosenka, jak to folkowy utwór, ma wiele wersji – od bardziej łagodnych do super sprośnych i brutalnych:

Who’s that knocking at my door?” said the fair Young Maiden. (Któż tam puka do mych drzwi? – spytała piękna, młoda dziewica)

„It’s only me from over the sea” said Barnacle Bill the Sailor. (To tylko ja, zza morza – odpowiedział  Marynarz Skorupiakowy Bill)

lub

„It’s me and my crew and we’ve come for a screw!” said Barnacle Bill the Sailor. (hmm… chyba nie będę dalej tłumaczyć)

a nawet

„Open the door, you pox-ridden whore!” said Barnacle Bill the Sailor. (I tak dalej. Kolejne zwrotki są jeszcze bardziej…interesujące)

Utwór, który znajduje się na składance jest gdzieś pomiędzy jak chodzi o słowa, przy czym muzycznie jest idealny – słodka, delikatna muzyka, skrzypce i dzwonki, w kontraście z gwałtownymi tąpnięciami i odgłosami wycia wiatru, czy skrzypiącego, drewnianego pokładu.

Długo zastanawiałam jaki utwór(utwory) zamieścić dla zobrazowania albumu, ale stwierdziłam, że żaden nie oddałby w pełni tej mimo wszystko zróżnicowanej kompilacji. Całość i/lub pojedyncze utwory można już dzisiaj przesłuchać tutaj. Przyznaję, że przy kolejnych odsłuchaniach da się wychwycić coraz więcej smaczków, i być może po prostu jest tego za dużo na raz. Myślę, że każdy znajdzie na składance coś dla siebie, a nawet jeśli nie, to zawsze można w zimowy wieczór puścić sobie „Son Of Rogues Gallery”, co by siedząc w ciepłym domu wzmocnić kontemplację komfortowego życia szczura lądowego. Solidne 7/10. M.

Reklamy

MAriOLA w Andrzejki wróży świetlaną przyszłość – Anna Calvi

Panie i Panowie, znienacka nadeszła zima, czyniąc ten wieczór wróżb, wieczorem iście magicznym… Ciemno i ponuro, mróz trzaska, ludzie czem prędzej kryją się w domowych pieleszach, martwą porą wróżą co im przyniesie czas, gdy znów wszystko zakwitnie….

Ja wróżę czas Anny Calvi. Jej muzyka ma w sobie świeżość, której już dawno nie słyszałam. Jej głos, porównywany do Niny Simone i Marii Callas, mi osobiście kojarzy się z twardym smutkiem charakterystycznym dla PJ Harvey i mocą głosu Patti Smith. Plus słodycz, zaskakująco głęboka i na szczęście daleka od taniej ckliwości. Jej gitara, jest bardzo przemyślana i rozbudowana, rzekłoby się „progresywna”, choć sama artystka wskazuje na wpływ Jimi’ego Hendrix’a. Anna Calvi we wszystkich wywiadach stara się podkreślić jak zawsze dąży do tego, aby jej gitara brzmiała jak „cała orkiestra”. Artystka gra również na skrzypcach. Oprócz Anny zespół stanowią Mally Harpaz – akordeon i perkusja oraz Daniel Maiden-Wood – perkusja, wspierający wokal. Gatunek muzyki tworzonej przez panią Calvi określany jest jako „dark atmospheric romantic pop”, niemiej ona sama opisuje ją najpiękniej; [o swoim mającym ukazać się albumie:] „To album o wewnętrznych siłach w życiu, które nie podlegają twojej kontroli, które mogą tobą zawładnąć i o tym jak je przetrwać. Album ten zgłębia intymność, pasję i samotność. Zawiera elementy ciemności, ale również przeczucie nadziei.”

Piękna blondynka, o kocich oczach i pełnych, czerwonych ustach (nie żeby to miało znaczenie, ale znakomicie dopełnia całość), której mentorem jest Brian Eno, i którą na drodze do kariery wspiera Nick Cave… Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? Ja nie. I nie dlatego, że ktoś mi długo takie przekonanie wciskał, co bym uwierzyła w lukrowane opisy, łechtające moje ego – Anna Calvi uwiodła mnie pierwszymi dźwiękami. Zresztą idealnymi na mroźne, niepokojące wieczory.M.

PS. Anna Calvi postanowiła bardzo tradycyjnie dać pokaz swoich możliwości wydając najpierw singiel „Jezebel/Moulinette”. Premiera pierwszego albumu, zatytułowanego po prostu „Anna Calvi” planowana jest na 17 stycznia 2011 r.

Niestety, jak na razie najlepszą jakość dźwięku on-line możemy znaleźć na jej.spejsie, ale coś w miarę przyzwoitego na youtube też się znajdzie:

Piosenka, która pierwsza zwróciła moją uwagę:

Tu Anna Calvi z zespołem, śpiewająca aż dwie piosenki ze swojego repertuaru:

I na koniec coś spokojniejszego:

Wszystkie utwory Anny Calvi, przy pierwszym przesłuchaniu zdecydowanie na słuchawkach i najlepiej samemu!