Koncertowa jesień w Poznaniu

Za oknem coraz bardziej szaro i festiwale letnie powoli się kończą, lecz nic to – bowiem nadchodzi okres klubowych koncertów!

Niedawno, pisząc post ‚dobre, bo polskie‚, zapomniałam wspomnieć o nadchodzącej płycie polskiego zespołu Sorry Boys – „Vulcano” (zreflektowałam się dopiero na facebookowym profilu MAriOLi). Krążek, biorąc pod uwagę dotychczas wydane single, zapowiada się świetnie, także niezmiernie mię ucieszyło, że trasa promocyjna wiedzie przez Poznań – 8 listopada, g. 20:00, Pod Minogą, 25 zł:

Również i domowe melodie ponownie odwiedzą Poznań – tym razem zawitają do Concordia Design, 13 października, godz. 20:00, 30/35 zł. Poniżej utwór, którego nie znajdziecie na albumie, a który zespół prezentuje na koncertach:

20 października zawita do Poznania Mikromusic – Strefa Kultywator, g. 20:30, 20/25 zł:

Dawid Podsiadło11 października, g. 20:00, Klub Eskulap, 45 zł:

W Eskulapie zagra również Maria Peszek5 października, g. 19:00, 55 zł:

A także Nosowska15 listopada, g. 19:00, 55/60zł:

Posłuchać i zobaczyć będzie można również Tides from Nebula – post-rockowy zespół, którego po 5 latach istnienia chyba już nie trzeba nikomu przedstawiać – I znowu Eskulap, 13 października, g. 20:00, 35/40 zł

Zagra nam również Peter J. Birch – czyli tak naprawdę Piotr Jan Brzeziński – Polak, który gra muzykę z pogranicza amerykańskiego folku i alternatywnego country. Grał na tegorocznym OFFie, ale niestety przegapiłam. A podobno warto było posłuchać – Meskalina, 24 września, g. 19:00, 12/20 zł:

Ponadto, z zagranicznych artystów jesienią w Poznaniu wystąpią m.in.:

Múm1 października, CK Zamek, g. 20:00, 69 zł

Karin Park – jej muzykę polecam zwłaszcza fanom jakże udanej współpracy Röyksopp z Karin Dreijer –  koncert Park odbędzie się 17 października, SPOT, g. 21:00, 34-49/40-55 zł

no i jakże można by zapomnieć o występie Tricky‚ego, o którym dopiero co na MAriOLi pisałam!

To oczywiście nie jest kompletna lista koncertów, które będą miały miejsce tej jesieni w Poznaniu, ale na pewno lista tych rekomendowanych przez moją skromną osobę.

Muzycznie dziać się będzie jak widać dużo i dobrze, także nie dajcie się jesiennej plusze i pamiętajcie, że artyści najwięcej zarabiają na koncertach (a tak, tak – kiedyś takim muzyczno-biznesowym rozliczeniom poświęcę większy wpis). Ruszmy się więc z domostw nakarmić swojego ducha i żołądki artystów. Być może do zobaczenia. M.

Reklamy

Dobre, bo polskie

Ostatnio, przy okazji wymieniania się nowościami muzycznymi, usłyszałam zarzut: „eeee, tobie się i tak to nie spodoba, bo to polskie”. Niesprawiedliwe i nieprawdziwe to było strasznie, aczkolwiek faktem jest, że w stosunku do naszej rodzimej produkcji mam o wiele wyższe wymagania niż do ‚zagramanicznej’. Pierwszym powodem jest moje uwielbienie dla naszego cudnego, soczystego języka –  pogiętego, brzeszczącego, tatarowo-gżegżółkowego. Jak słucham utworu w takim angielskim to jeszcze warstwę językową jestem w stanie puścić mimo uszu. Ale jak słyszę po raz milion pięćsetny te same ubogie, grafomańskie frazy, i że ona go dawno temu uwiodła, ale w sumie już tu nie mieszka, choć przedtem zdążyła nim posmarować chleb, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Drugi powód wynika z moich zainteresowań – jeżeli coś nowego; zespół, muzyka, styl, na zachodzie dzieje się już od 5 lat, po czym ktoś robi coś podobnego w Polsce i wciska mi się, że jest to WIELKA NOWOŚĆ, to ja chromolę takie patriotyczne uwielbienie, tylko dlatego, że po polsku.

Powyższy, pełen emocji wywód nie oznacza, że uważam, że w Polsce nie dzieje się nic oryginalnego czy wartego posłuchania. Wręcz przeciwnie, zdarzają się rzeczy nieprzeciętne i jedyne w swoim rodzaju.

Postanowiłam zaprezentować moją osobistą listę polskich utworów i artystów, tak powiedzmy z ostatniego roku, którzy mnie zachwycili, czy też zwrócili moją uwagę.

Mikromusic. Utwór „Takiego chłopaka” jest absolutnie cudowny jak chodzi o prostotę wykonania, dobry wokal, no i słowa oczywiście. Do tego teledysk, który rewelacyjnie oddaje klimat piosenki. Co prawda reszta twórczości zespołu średnio mnie rusza, ale ‚ takiego chłopaka’ to można tylko gratulować:

HipiersoniK to projekt trzech muzyków: Marcina Babko (pseud. Hipiey), Pierre i Michała Sosny. Muzyka, którą grają to połączenie elektroniki, jazzu i czasem melorecytacji. Niedawno debiutowali albumem „Czarna skrzynka”, przy czym ci ‚debiutanci’ zdążyli już supportować Tricky’ego i zagrać na tegorocznym Openerze:

Jak chodzi o język, niezmiennie zachwyca mnie L.U.C. Zachwyca mnie również jego jedyne w swoim rodzaju mieszanie gatunków muzycznych i rewelacyjne sample. Ze swojej ostatniej płyty „Nic się nie stało” – „Oda Do Młodości”:

O domowych melodiach pisałam na MAriOLi już jakiś czas temu – i co? Ano same sukcesy: tour po Islandii, gwiazda Opener’a i „Grażka” na pierwszym miejscu listy przebojów Trójki. Mnie się gdzieś w międzyczasie udało być na koncercie i byłam zachwycona:

cipedrapskład po raz pierwszy usłyszałam przy okazji mini-festiwalu NO ESCAPE. Oczywiście dziewczyny przemawiają do mnie o wiele bardziej swoimi kontrowersyjnymi tekstami niż muzycznie:

Furorę w naszym kraju robi ostatnio Dawid Podsiadło. Czy z tej sławy zostanie coś po tym jak bitewny, pokonkursowy pył opadnie? To się okaże. Warunki są, głos jak młody Turnau, szkoda by to było spieprzyć. Ale można, zwłaszcza jak się pójdzie w banał lub monotonie…

Jak to nie lubię polskiej muzyki, przecież nie tak dawno temu zachwycałam się Marią Peszek i jej ostatnią płytą „Jezus Maria Peszek”. Niestety, na koncert w Poznaniu nie udało mi się dotrzeć, a szkoda, bo dalej uważam, że jej teksty to jedne z najlepszych muzycznych manifestów ostatnich lat:

I na sam koniec zespół, który zrobił na mnie wrażenie, choć być może zbyt oryginalnie to chłopaki nie grają. Ale za to dobrze, rockowo, no i wokalista śpiewa po angielsku bez polskiego akcentu, czego zdzierżyć się nie da, a co jest częstym grzechem rodzimych artystów. Panie i panowie – Magnificent Muttley:

Lista się kończy, ale to przecież nie oznacza, że wymieniłam wszystkich artystów polskich, których doceniam i lubię – ciągle gra przecież Hey, choć ostatnio wolę Nosowską solo, Kazik z milionem projektów na boku, reaktywować się ma Kaliber 44, o Miłości i Paktofonice filmy robią… I tylko Los Trabantos żal. Poza tym w naszym cudnym, cyfrowym świecie artystów i projektów codziennie więcej i więcej, także trzymam kciuki, że w tym wypadku ilość przejdzie w jakość. M.

Maria Peszek w Poznaniu

Kto twierdzi, że wakacje to kulturalny sezon ogórkowy, nigdy nie mieszkał w Poznaniu. To latem właśnie ‚moje miasto’ ma najwięcej do zaoferowania – festiwale Malta, Animator, Transatlantyk, wystawy, warsztaty, jarmarki, po prostu żyć nie umierać. W tym roku, 31 lipca z koncertem przyjedzie również Maria Peszek – artystka, której ostatnia płyta „Jezus Maria Peszek”  jest muzycznie co najmniej przyzwoita, a tekstowo po prostu rewelacyjna . Kto idzie ze mną?

CK Zamek, Sala Wielka, cena biletu: 30 zł (ulgowy); 40 zł (normalny).