MACHINA idzie w Internet – szybko, szybko, rozdają e-wydania!

Tylko taki szybki news dla czytelników prasy muzycznej- na press.pl możemy znaleźć informację, że Wydawca miesięcznika „Machina”, Platforma Mediowa Point Group, wkrótce rozpocznie proces wycofywania się z jego wersji drukowanej. Treści z magazynu zaczną się pojawiać w Internecie i na aplikacjach mobilnych. Fani przestarzałych papierowych wydawnictw (jak sentymentalna moi), na otarcie łez (jeszcze przez 1 dzień!) mają możliwość zarejestrowania się na portalu Machiny, a tym samym otrzymanie pół-rocznej e-prenumeraty – za darmo! (no dobra musisz wysłać sms-a aktywacyjnego, ale kosztuje to 1zł+VAT). Dla czytających i zainteresowanych. M.

Japandroids – 28/01/2010, Eskulap, Poznań

Z tego całego podekscytowania nawet o aparacie nie pomyślałam, idiotka. Mocne posanowienie poprawy.

O Japandroids sporo trąbiono (nawet w „Machinie” o nich napisali), także tylko skrótowo – Panowie wydali w sierpniu 2009 pierwszy album „Post-Nothing”, który zebrał pochlebne recenzje, (m.in. na Pitchfork.com – kiedyś o tych wszystkich najsłynniejszych portalach napiszę), wieść poszła w internet, zaszumiało o nich, i w ten sposób choć to duet kanadyjski – zawitali aż do Polski. Muzyka definiowana jako garażowa, noise-pop, post-punk. Z tego wszystkiego chyba to pierwsze określenie pasuje najlepiej – a że słabość mam do chłopców z ciemnych garaży to oczywiście poleciałam.

Jak wszyscy zapewniali, dwójka panów faktycznie robi show za pięciu. Podobno chcieli uniknąć instytucji wokalisty-lidera, więc jeden gra na gitarze, drugi na perkusji, śpiewają obaj. Sam koncert rewelacja, choć ciut za głośno (w małej sali był) i aż żal, bo sala w szwach nie pękała, a oni przecież z daleka przyjechali, wypadałoby. 

Ogółem muzycznie to żadna innowacja, ale świeże to i bardzo energetyczne. Przydaje się zimą. Jak ktoś za taką muzyką nie przepada to i tak polecam jako tło podczas ciężkiego odgruzowywania pokoju na przykład. M.