Muzyczne niusy #4

Słyszeliście kiedyś o muzyku nazwiskiem Elliot Smith? Jeśli nie, to pewnie i tak słyszeliście jego muzykę. Gwiazda lat 90-tych, nominowany do Oscara za „Miss Misery” do filmu „Good Will Hunting” („Buntownik z wyboru”), znany był ze specyficznego połączenia brzmień folk i punk oraz wieloletnich zmagań z uzależnieniem od alkoholu, które skończyło się bardzo spektakularnym samobójstwem w 2003 roku.

Niedawno Mike Doughty odnalazł stare nagrania z sesji ze Smithem, zarejestrowane jeszcze w latach 90-tych. Doughty, obecnie występujący pod pseudonimem UUL, wydał je w postaci, w jakiej ‚miały zaistnieć od początku‚, czyli jako electro-dance’owe utwory z głosem Smitha. Nie przepadam za muzyką dance, ale muszę przyznać, że te kawałki są fantastyczne. Utwory można pobrać za darmo:

Courtney Love ma swój własny kanał na Youtubie. Tak, Courtney Love. Nie dość tego, ostatnio została uznana za niewinną w procesie o „pomówienie” na Twiterze. Love jakiś czas temu napisała na Twiterze, że jej była adwokat, którą wynajęła w kolejnej sprawie dotyczącej zarządzania spuścizną po Kurcie Cobain’ie, została przekupiona. Było to pierwsze oskarżenia o pomówienie na Twiterze w USA. Co jak co, na Courtney zawsze można liczyć, że wymyśli coś nowego.

Morrissey podpisał kontrakt na podwójny album z Capitol Records, wczoraj oficjalnie zaczęły się sesje nagraniowe. A już niedługo ogłoszona zostanie tegoroczna trasa koncertowa artysty. Miejmy nadzieją, że załapiemy się na jakiś koncert… Poniżej cover jednego z najsłynniejszych utworów zmarłego niedawno niesamowitego Lou Reed’a:

Nie wiem czy już o tym pisałam, ale solowe wydawnictwo, po raz pierwszy od lat, planuje także Damon Albarn (Blur, Gorillaz). Album, zatytułowany „Everyday Robots”, ukaże się 28 kwietnia. Albarn twierdzi, że będzie to jego najbardziej osobisty album jaki do tej pory się ukazał, nawiązujący do wspomnień z dzieciństwa, z motywem przewodnim ‚człowiek i technologia’. Poniżej utwór promujący wydawnictwo:

Zanim usłyszymy Albarn’a nowe wydawnictwo planuje również zespół The Notwist. W Polsce raczej mało znani, choć chłopaki to nasi sąsiedzi zza Odry i grają razem już 25 lat. Dość powiedzieć, że grali indie rocka zanim ktokolwiek takie pojęcie ukuł. Album „Close To The Glass” ukaże się 25 lutego.

ASTR, zespół, o którym całkiem niedawno pisałam, 21 stycznia wydał debiutancką EPkę „Varsity” – wydawnictwa możecie w całości posłuchać również na MAriOLi:

Twórcy The Simpsons przeprosili zespół Judast Priest za to, że jedna z postaci nazwała ich zespołem death-metalowym:

choć przecież wszyscy wiedzą, że to zespół heavy – metalowy. W ramach przeprosin Bart Simpson w czołówce jednego z odcinków pisze na tablicy: „Judas Priest nie jest zespołem death metalowym”

The-Simpsons-Judas-Priest-is-not-death-metal

Dla niezorientowanych poniżej wklejam filmik, w którym zobrazowane są różnice pomiędzy poszczególnymi podgatunkami muzyki metalowej:

Lykke Li po trzech latach milczenia zapowiada nowy album, który ukaże się w maju tego roku, a także… 14 marca premierę będzie miał szwedzki thriller „Tommy”, w którym piosenkarka zagra główną rolę – żonę bossa sztokholmskiego światka przestępczego. Chyba obejrzę z czystej ciekawości, żeby przekonać się czy piosenkarka równie dobrze gra jak tworzy i śpiewa muzykę:

Nowy album zapowiada także zespół The War On Drugs – „Lost in the Dream” ukaże się 18 marca nakładem wytwórni Secretly Canadian:

Nie próżnuje również zespół Xiu Xiu, który w tym roku wyda album „Nina”, na którym znajdą się same covery utworów Niny Simone:

(oryginał):

(Xiu Xiu):

a w przyszłym roku, ukaże się ich kolejny autorski album, zatytułowany „Angel Guts: Red Classroom”, który promuje utwór „Single In The Dark”:

I wiadomość z ostatniej chwili, na mój ulubiony festiwal, OFF Festival, przyjedzie w tym roku zespół Neutral Milk Hotel! Miałam kiedyś w planach poświęcić im wpis, niestety oczywiście milion innych rzeczy po drodze było ważniejszych. W skrócie historia wygląda tak: zespół działał w latach 1989-1998, słynni byli z eksperymentów muzycznych i ponurych tekstów, bardzo często zestawionych w kontraście ze skocznymi, radosnymi melodiami. Mimo rosnącej popularności wokalista nie wytrzymał rock&rollowego trybu życia i przeszedł załamanie nerwowe, co było przyczyną rozpadu zespołu. Neutral Milk Hotel wydali dwa albumy studyjne – jeden średni, a drugi „In the Aeroplane Over the Sea” – genialny. W zeszłym roku chłopaki zeszli się ponownie i ruszyli w trasę koncertową:

To chyba tyle na dzisiaj. Oczywiście w świecie muzycznym dzieje się wiele innych ciekawych rzeczy, tutaj staram się tylko przedstawić bardzo subiektywnie wybrany wycinek z zalewających nas codziennie informacji i ploteczek. Z ciekawostek około-muzycznych można by jeszcze wspomnieć na przykład o Beyonce, która wydała nowy album bez żadnej promocji i zapowiedzi, i który oczywiście natychmiast przyniósł artystce tryliony tryliardów zielonych, o petycji podpisanej przez 2oo tys. Amerykanów, żeby wywalić Justina Biebera ze Stanów do Kanady (skąd pochodzi), bo nie dość, że źle śpiewa, to jeszcze rozbija się samochodem pijany, naćpany i bez ważnego prawa jazdy, o Agnieszce Chylińskiej, która wydała książkę dla dzieci od góry do dołu zjechaną przez feministki… Ale niestety złośliwa doba nie chce się rozciągnąć, także na dzisiaj muszę już skończyć. Ciao. M.

Plotek i niusów muzycznych garść kolejna

Sprawa wygląda tak – wiszą nade mną dwa deadliny i w ogóle mnie tu nie powinno być, ale zebrało się trochę newsów ze świata muzyki i chciałam się z Wami nimi podzielić. Co by było szybciej przekażę je w punktach:

1. Robert Plant znalazł niepublikowane wcześniej fragmenty starych nagrań Led Zeppelin, które być może znajdą się na nowym box setcie zespołu. Podobno na dwóch kawałkach śpiewa John Pauls Jones. Podobno John Paul Jones jest gotów oddać Jimmy Page’owi dwa samochody i szklarnie za niepublikowanie tych kawałków.

2. W powstającym filmie o wokaliście Queen, Freddiego Mercury’ego zagra jednak nie Sacha Baron Cohen (który podobno nie dogadał się z producentami), ale Ben Whishaw („Pachnidło”, „Atlas Chmur”)

3. Morrissey, były wokalista The Smiths wydał autobiografię. Na razie niestety nic wiadomo o tłumaczeniu na polski (choć na pewno ktoś się tym zajmie).

Autobiography-Morrissey-2465267

4. Courtney Love, wokalistka Hole i wdowa po Kurcie Cobain’ie też planuje wydać autobiografię – planowana data publikacji to 15 grudnia br.

5. Pojawił się trailer „The Punk Singer”, dokumentu o Kathleen Hanna , o której ostatnio sporo pisałam – mam nadzieje, ze już niedługo film będzie można zobaczyć w Polsce. Film miał premierę na tegorocznej edycji festiwalu SXSW.

6. Na żywo podczas programu „Later… with Jools Holland” zagrali The National i London Grammar:

7. Jak chodzi o rodzime podwórko – w końcu premierę miał krążek „Volcano” zespołu Sorry Boys – miałam już okazję zapoznać się z tym albumem, i powiem Wam, że trochę mi lepiej jak myślę o przyszłości polskiego popu. Przypominam, że grają w sobotę w Poznaniu, w klubie Pod Minogą.

8. The Dumplings (o których również ostatnio pisałam) zaczęli w końcu koncertować na serio i zajrzą również do Poznania – Strefa Kultywator, 17.11., godz. 20:00, 20/25 zł

dumplings koncerty

Z muzycznych newsów MAriOLi to na razie tyle, ja spadam, odezwę się po deadlinach. M.

Son of Rogue’s Gallery: Pirackie Ballady, Morskie Pieśni i Szanty

W 2006 roku, amerykański producent muzyczny Hal Willmer, przy współudziale i błogosławieństwie Gore’a Verbinski’ego i John’ego Depp’a (reżysera i głównej gwiazdy „Piratów z Karaibów”) stworzył składankę „Rogue’s Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs, and Chanteys”. Choć do współpracy Willmer’owi udało się ściągnąć muzyczną śmietankę (Sting , Bono, Nick Cave), nie wszystkie wizje muzyczne wizje udało mu się wtedy zrealizować, co spowodowało, że 19 lutego br., wydany zostanie sequel: „Son Of Rogues Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs & Chanteys”. Skład drugiej „Galerii Szubrawców” jest chyba jeszcze bardziej imponujący niż na poprzednim wydawnictwie:

Disc 1:

01 Shane MacGowan: „Leaving of Liverpool” [ft. Johnny Depp and Gore Verbinski]Son of Rogues Gallery
02 Robyn Hitchcock: „Sam’s Gone Away”
03 Beth Orton: „River Come Down”
04 Sean Lennon: „Row Bullies Row” [ft. Jack Shit]
05 Tom Waits: „Shenandoah” [ft.Keith Richards]
06 Ivan Neville: „Mr Stormalong”
07 Iggy Pop: „Asshole Rules the Navy” [ft. A Hawk and a Hacksaw]
08 Macy Gray: „Off to Sea Once More”
09 Ed Harcourt: „The Ol’ OG”
10 Shilpa Ray: „Pirate Jenny” [ft. Nick Cave and Warren Ellis]
11 Patti Smith and Johnny Depp: „The Mermaid”
12 Chuck E Weiss: „Anthem for Old Souls”
13 Ed Pastorini: „Orange Claw Hammer”
14 The Americans: „Sweet and Low”
15 Robin Holcomb and Jessica Kenny: „Ye Mariners All”
16 Gavin Friday and Shannon McNally: „Tom’s Gone to Hilo”
17 Kenny Wollesen and The Himalayas Marching Band: „Bear Away”

Disc 2:

01 Frank Zappa and the Mothers of Invention: „Handsome Cabin Boy”
02 Michael Stipe and Courtney Love: „Rio Grande”
03 Marc Almond: „Ship in Distress”
04 Dr John: „In Lure of the Tropics”
05 Todd Rundgren: „Rolling Down to Old Maui”
06 Dan Zanes: „Jack Tar on Shore” [ft. Broken Social Scene]
07 Sissy Bounce (Katey Red and Big Freedia): „Sally Racket” [ft. Akron/Family]
08 Broken Social Scene: „Wild Goose”
09 Marianne Faithfull: „Flandyke Shore” [ft. Kate and Anna McGarrigle]
10 Ricky Jay: „The Chantey of Noah and his Ark (Old School Song)”
11 Michael Gira: „Whiskey Johnny”
12 Petra Haden: „Sunshine Life for Me” [ft. Lenny Pickett]
13 Jenni Muldaur: „Row the Boat Child”
14 Richard Thompson: „General Taylor” [ft. Jack Shit]
15 Tim Robbins: „Marianne” [ft. Matthew Sweet and Susanna Hoffs]
16 Kembra Phaler: „Barnacle Bill the Sailor [ft. Antony, Joseph Arthur, and Foetus]
17 Angelica Huston: „Missus McGraw” [ft. The Weisberg Strings]
18 Iggy Pop and Elegant Too: „The Dreadnought”
19 Mary Margaret O’Hara: „Then Said the Captain to Me (Two Poems of the Sea)”

Przyznam , że nie przepadam jakoś szczególnie za szantami – rozumiem śpiewać je po pijaku, ale żeby słuchać w domu dla przyjemności? Z drugiej strony, któż z nas oparł się romantycznej aurze, która otacza piratów… Swoją drogą to niesamowite jak fenomen piratów jest wciąż pielęgnowany – ja rozumiem, że kiedyś życie było prawie zawsze trudne i brutalne, także wizja trudnego i brutalnego życia, ale z wolnością, przygodami i ukrytymi skarbami była atrakcyjna, ale teraz to już chyba kompania Disney’a specjalnie ciężko pracuje, żeby ludzie zapomnieli, że piraci to była śmierć, gwałty i zniszczenie?

Ale wracając do muzyki.

Obie płyty to w sumie 36 utworów i jeszcze większa ilość wykonawców, stąd jak można się spodziewać duża nierówność całej kompilacji. Być może zamiarem producenta było pozostawienie artystom całkowitej swobody interpretacji, niemniej przez to całość wydaje się mało spójna (poza tematyką oczywiście). Część artystów wykonało zadanie interpretacji bardzo dobrze, niezależnie od tego czy pozostali przy stylistyce ‚szantowej’, czy zupełnie zreinterpretowali utwór, część jest zwyczajnie przeciętna, żeby nie powiedzieć nudna.

Postanowiłam skoncentrować się głównie na jasnych punktach albumu. Przede wszystkim kolekcja utworów zebranych na drugiej produkcji Willmer’a jest ciut lżejsza pod względem tematyki (mniej tortur, sodomii i śmierci, ale to może akurat nie dla wszystkich zaleta). Producentowi udało się również zebrać sporo mocnych, ochrypłych głosów, idealnie pasujących do historii pełnych picia i ciężkich dni na morzu. Oczywiście gwiazdą tutaj jest Tom Waits, którego głos został po prostu stworzony do pieśni takich jak „Shenandoah”. Z kolei komu innemu miałaby przypaść piosenka  „Asshole Rules the Navy” (marynarką rządzą dupki) jak nie Iggy’emu z tym jego punkowo-ironicznym głosem (zresztą przy ‚The Dreadnought” też sobie nieźle radzi). Zachwycona jestem również głosem i interpretacją słynnej „Pirate Jenny” przez Shilpa’e Ray (z zespołu Shilpa Ray and her Happy Hookers). Jenny w wykonaniu Shipla’y jest rzeczywiście pełna furii, rozgoryczona i naprawdę pragnie ich śmierci… W tle Nick Cave, ale bez żadnych rewelacji. Kolejny ochrypły głos, który brzmi nadspodziewanie przyjemnie w konwencji popowo – pirackiej należy do Macy Gray. Zmarnowaną szansą jest natomiast duet Michael Stipe -Courtney Love – kto wpadł na pomysł, żeby przy wykonywaniu pirackiej pieśni pierwszy głos dać wokaliści R.E.M. zamiast wokalistki Hole?!

Podoba mi się również „Whiskey Johnny”, która w wykonaniu Michael Gira ze Swans jest taka jaka piosenka o whiskey powinna być – przewrotna i pijacka. Ach, no i jeszcze istne małe cudo – Beth Orton i jej mocne, smutne i przejmujące „River Come Down”. Z totalnych reinterpretacji najbardziej podoba mi się  „Sally Racket” w konwencji ‚sissy bounce’ (specyficzny hip-hop z Nowego Orleanu, wypromowany ostatnio m.in. przez queer/gej raperów  Katey Red i Big Freedia), a także prawdziwa perełka albumu: „Barnacle Bill the Sailor„. Utwór ten jest dialogiem rozpisanym pomiędzy piękną dziewicę (śpiewaną głosem kobiecym lub męskim falsetem – w tej roli idealny Anthony z grupy Anthony and the Johnsons) i Marynarza Skorupiakowego Billa (tu perfekcyjnie dobrana Kembra Phaler z glam-punkowo-okultystycznego zespołu The Voluptuous Horror of Karen Black, wspierana przez Joseph’a Arthur’a). Piosenka, jak to folkowy utwór, ma wiele wersji – od bardziej łagodnych do super sprośnych i brutalnych:

Who’s that knocking at my door?” said the fair Young Maiden. (Któż tam puka do mych drzwi? – spytała piękna, młoda dziewica)

„It’s only me from over the sea” said Barnacle Bill the Sailor. (To tylko ja, zza morza – odpowiedział  Marynarz Skorupiakowy Bill)

lub

„It’s me and my crew and we’ve come for a screw!” said Barnacle Bill the Sailor. (hmm… chyba nie będę dalej tłumaczyć)

a nawet

„Open the door, you pox-ridden whore!” said Barnacle Bill the Sailor. (I tak dalej. Kolejne zwrotki są jeszcze bardziej…interesujące)

Utwór, który znajduje się na składance jest gdzieś pomiędzy jak chodzi o słowa, przy czym muzycznie jest idealny – słodka, delikatna muzyka, skrzypce i dzwonki, w kontraście z gwałtownymi tąpnięciami i odgłosami wycia wiatru, czy skrzypiącego, drewnianego pokładu.

Długo zastanawiałam jaki utwór(utwory) zamieścić dla zobrazowania albumu, ale stwierdziłam, że żaden nie oddałby w pełni tej mimo wszystko zróżnicowanej kompilacji. Całość i/lub pojedyncze utwory można już dzisiaj przesłuchać tutaj. Przyznaję, że przy kolejnych odsłuchaniach da się wychwycić coraz więcej smaczków, i być może po prostu jest tego za dużo na raz. Myślę, że każdy znajdzie na składance coś dla siebie, a nawet jeśli nie, to zawsze można w zimowy wieczór puścić sobie „Son Of Rogues Gallery”, co by siedząc w ciepłym domu wzmocnić kontemplację komfortowego życia szczura lądowego. Solidne 7/10. M.