Damon Albarn – „Everyday Robots”

I znowu czas przeleciał jak z bicza trzasnął. Niestety w związku z wiszącymi nade mną terminami MAriOLa musiała pójść na chwilę w odstawkę, niemniej nie oznacza to, że całkowicie próżnowałam.

Zapraszam do przeczytania recenzji płyty „Everyday Robots”, pierwszej solowej płyty Damon’a Albarn’a. Recenzja oryginalnie ukazała się na portalu Outrave. Swoją drogą Outrave się zmienia, rozwija i robi coraz ciekawszy…

DamonAlbarnEverydayRobots 1000 x 1000

Przyznaję, że pierwsze przesłuchanie nowego albumu Damona Albarna nie odbyło się z właściwym tak dużemu wydarzeniu nabożeństwem. Ot, wrzuciłam na odtwarzacz, wetknęłam słuchawki w uszy i wybiegłam z domu w gwarne, słoneczne miasto. I nie pasowało, o jak bardzo nie pasowało…

Płyta Everyday Robots (ang. codzienne roboty) to pierwszy solowy album tytana pracy jakim jest Damon Albarn. Zespół Blur został, teoretycznie tylko zawieszony, w 2003 r. od tego czasu Albarn nagrał i wyprodukował 12 albumów, wliczając w to płyty wirtualnego zespołu Gorillaz, współtworzył ścieżki dźwiękowe do dwóch filmów i dwóch oper oraz współpracował z folkowymi muzykami z Mali i Konga. Podczas, gdy inni artyści ery brit-popu usiłowali się odnaleźć w nowym, post-brit-popowym świecie, były wokalista jednego z najważniejszych zespołów epoki radośnie uwolnił się od swojej poprzedniej kreacji i ruszył w świat, eksperymentując ze wszystkimi możliwymi gatunkami i formami muzycznej ekspresji.

Zajęty coraz to nowymi projektami, podobno z dużym zaskoczeniem zareagował na propozycję nagrania solowego albumu, którą przedstawił mu producent i szef wytwórni XL Records Richard Russell. Po czym bardzo logicznie stwierdził, że jeżeli już miałby nagrać coś solowego i podpisać się pod wydawnictwem tylko swoim imieniem i nazwiskiem (a nie np. Gorillaz), album musiałby być po prostu o nim. I rzeczywiście, płyta jest dziełem autobiograficznym, w którym każdy utwór inspirowany jest historią z przeszłości artysty.

“Codzienne roboty” prezentują muzykę melancholijną, powolną, nawiązującą trochę do tradycyjnych, angielskich, folkowych ballad. Elektroniczne, lekko ambientowe krajobrazy Russela, stanowią doskonałe tło dla charakterystycznego głosu Albarna, który jest również odpowiedzialny za gitary, pianino, chórki, automat perkusyjny, syntezatory, produkcję i post-produkcję. Efektem jest całość tak spójna i przemyślana, że biorąc pod uwagę motyw wspólny dla wszystkich utworów (Damon Albarn i jego życie) możemy mówić o swoistym albumie koncepcyjnym. Całość dodatkowo spojona jest samplem z występów brytyjskiego komika Lorda Buckleya, opowiadającego o odkrywcy imieniem Alvar Nuñez Cabeza de Vaca: “They didn’t know where they was goin’ but they knew where they was, wasn’t it”. (nie wiedzieli gdzie idą, ale widzieli gdzie są). To zdanie, które pozbawione swojego dosłownego znaczenia można ze spokojem odnieść do kondycji dzisiejszego społeczeństwa, przewija się sparafrazowane przez całą płytę.

Damon Albarn bardzo chętnie opowiada jakie zdarzenie czy obraz było zalążkiem każdego utworu na płycie Everyday Robots. I tak utwór tytułowy, w którym elektroniczne dźwięki, pianino i skrzypce połączone są w taki sposób, że każdy od razu myśli o brzęczących maszynach, powstał przy okazji stania w korku przy wyjeździe z Los Angeles. Korki są tam podobno są gigantyczne, stoi się 3-4 godziny, i każdy kierowca siedzi spokojnie i bawi się swoim telefonem. Sam Albarn przyznaje, że nie orientuje się za bardzo w nowinkach technologicznych, natomiast z łatwością dostrzega jak łatwo potrafią one nas izolować od świata i od siebie nawzajem. Piosenka Hostiles mówi o pasywnej agresji towarzyszącej graniu w ‘strzelanki’. Lonely Press Play, utwór zaczynający się dźwiękami przypominającymi arytmię serca, porusza temat symboli, które niepostrzeżenie zakorzeniły się w naszej kulturze i umysłach, jak np. trójkąt symbolizujący ‘play’ na różnego typu urządzeniach. Wyjątkowo skocznym jak na całość albumu jest utwór Mr Tembo opowiadający historię małego słonia, którego Albarn spotkał w Tanzanii. Piosenka jest silnie inspirowana muzyką gospel, co muzyk tłumaczy tym, że słoń bardzo lubił oglądać telewizję ze swoimi opiekunami, którzy głównie oglądali chrześcijańskie programy religijne. Na Everyday Robots znajdziemy dwa krótkie instrumentalne utwory. Pierwszy, Parakeets brzmi ni to jak papużki, ni to jak małe latające spodki i inspirowany jest  Kingston’skimi aleksandrettami obrożnymi. To egzotyczne papużki, których w południowo-wschodnim Londynie jest podobno już klika tysięcy – najprawdopodobniej wzięły się tam od jednej wypuszczonej lub utraconej parki w latach 90-tych. Druga melodia to Seven High, utwór inspirowany 7 wysokimi budynkami stojącymi w jednej z części Londynu, które zafascynowały Albarna.  The Selfish Giant inspirowany jest opuszczonym portem w Szkocji, w którym stacjonowały łodzie podwodne. Wokal Albarna w tym utworze wspiera Natasha Khan z Bat for Lashes. You and Me to w zasadzie dwa utwory połączone w jeden. Pierwsza część opowiada o duchu karnawału, który wciąż błąka się po ulicach, mimo że wszyscy poszli już do domu. Druga część „Me” nawiązuje m. in. do okresu, w którym muzyk zażywał heroinę, którą na swoje nieszczęście śmiał nazwać bardzo inspirującym narkotykiem, co wywołało burzę w angielskiej prasie. Hollow Ponds, to wspomnienie upalnego lata 1976 roku, kiedy ‘wszystkie plemiona londyńczyków’ zjechały się do miasteczka, w którym jako dziecko mieszkał muzyk, nad stawy powstałe po zalaniu dołów, z których kiedyś wydobywano żwir. Photographs (you’re taking now), chyba najlepszy utwór na tym albumie, inspirowany był zaćmieniem słońca, które oczywiście zostało przysłonięte angielskim, chmurnym niebem. Zebrani tłumnie ludzie zaczęli więc robić zdjęcia, mając nadzieję, że chociaż w ten sposób uchwycą jakiś obraz, co podobno wyglądało niesamowicie. „I tak zamiast naturalnego, spektakularnego zjawiska, zaistniało spektakularne zjawisko stworzone w sztuczny sposób” – opowiada Albarn. The History Of A Cheating Heart opowiada o relacji muzyka z bliskim, od dzieciństwa do chwili obecnej. Płytę kończy Heavy Seas Of Love, istne światełko na końcu tunelu. Utwór, nagrany przy udziale Braina Eno oraz chóru The Leytonstone City Mission daje nadzieje, że może to jeszcze nie koniec naszego smutnego, wirtualno – industrialnego społeczeństwa.

Everyday Robots to bardzo osobisty i refleksyjny album, w genialny sposób przepełniony smutnymi dźwiękami, które zgodnie z tytułem sugerują alienację jaką tylko nowe technologie są  nam w stanie zapewnić. Jednocześnie Damon Albarn, który głośno ubolewa nad odarciem muzyki pop z jakiegokolwiek wpływu na społeczeństwo,  konstruuje całość w sposób przystępny muzycznie dla szerokiego odbiorcy. Dodatkowo, jak zawsze jednym ze składników sukcesu Albarna jest jego głos, który można scharakteryzować jako kojąco-melancholijny. W tym iście ‘oksymoronowym’ połączeniu po prostu każdy zawsze znajdzie coś dla siebie.

MAriOLA w Andrzejki wróży świetlaną przyszłość – Anna Calvi

Panie i Panowie, znienacka nadeszła zima, czyniąc ten wieczór wróżb, wieczorem iście magicznym… Ciemno i ponuro, mróz trzaska, ludzie czem prędzej kryją się w domowych pieleszach, martwą porą wróżą co im przyniesie czas, gdy znów wszystko zakwitnie….

Ja wróżę czas Anny Calvi. Jej muzyka ma w sobie świeżość, której już dawno nie słyszałam. Jej głos, porównywany do Niny Simone i Marii Callas, mi osobiście kojarzy się z twardym smutkiem charakterystycznym dla PJ Harvey i mocą głosu Patti Smith. Plus słodycz, zaskakująco głęboka i na szczęście daleka od taniej ckliwości. Jej gitara, jest bardzo przemyślana i rozbudowana, rzekłoby się „progresywna”, choć sama artystka wskazuje na wpływ Jimi’ego Hendrix’a. Anna Calvi we wszystkich wywiadach stara się podkreślić jak zawsze dąży do tego, aby jej gitara brzmiała jak „cała orkiestra”. Artystka gra również na skrzypcach. Oprócz Anny zespół stanowią Mally Harpaz – akordeon i perkusja oraz Daniel Maiden-Wood – perkusja, wspierający wokal. Gatunek muzyki tworzonej przez panią Calvi określany jest jako „dark atmospheric romantic pop”, niemiej ona sama opisuje ją najpiękniej; [o swoim mającym ukazać się albumie:] „To album o wewnętrznych siłach w życiu, które nie podlegają twojej kontroli, które mogą tobą zawładnąć i o tym jak je przetrwać. Album ten zgłębia intymność, pasję i samotność. Zawiera elementy ciemności, ale również przeczucie nadziei.”

Piękna blondynka, o kocich oczach i pełnych, czerwonych ustach (nie żeby to miało znaczenie, ale znakomicie dopełnia całość), której mentorem jest Brian Eno, i którą na drodze do kariery wspiera Nick Cave… Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? Ja nie. I nie dlatego, że ktoś mi długo takie przekonanie wciskał, co bym uwierzyła w lukrowane opisy, łechtające moje ego – Anna Calvi uwiodła mnie pierwszymi dźwiękami. Zresztą idealnymi na mroźne, niepokojące wieczory.M.

PS. Anna Calvi postanowiła bardzo tradycyjnie dać pokaz swoich możliwości wydając najpierw singiel „Jezebel/Moulinette”. Premiera pierwszego albumu, zatytułowanego po prostu „Anna Calvi” planowana jest na 17 stycznia 2011 r.

Niestety, jak na razie najlepszą jakość dźwięku on-line możemy znaleźć na jej.spejsie, ale coś w miarę przyzwoitego na youtube też się znajdzie:

Piosenka, która pierwsza zwróciła moją uwagę:

Tu Anna Calvi z zespołem, śpiewająca aż dwie piosenki ze swojego repertuaru:

I na koniec coś spokojniejszego:

Wszystkie utwory Anny Calvi, przy pierwszym przesłuchaniu zdecydowanie na słuchawkach i najlepiej samemu!