Tropicalia czyli Os Mutantes

Os Mutantes (por. mutanci) to brazylijski zespół grający psychodelicznego rocka, związany z ruchem Tropicalia.

Os Mutantes został założony w 1966 roku, w Sao Paulo przez dwóch braci: Arnaldo Baptista (bas, klawisze i wokal) i Sergio Dias Baptista (gitara i wokal) oraz wokalistkę Ritę Lee. Podczas jednego z ich pierwszych występów w programie telewizyjnym, zespół zapoznał się z Gilberto Gil’em, wpływowym twórcą zwianym z ruchem Tropicalia.

Os mutantes – A Minha Menina

Tropicália, znana również jako Tropicalismo, to brazylijski ruch artystyczny, który powstał pod koniec 1960 roku. Obejmował on formy sztuki takie jak teatr, poezja i muzyka. Ruch charakteryzował się połączeniem elementów popu i awangardy, a także fuzji tradycyjnej kultury brazylijskiej oraz obcych wpływów. Dominującą zasadą Tropicalia była antropofagia, czyli rodzaj „kanibalizmu kulturowego”. Dziś Tropicália jest kojarzona głównie z muzycznym odłamem ruchu, i definiowana jest jako mieszanka brazylijskich i afrykańskich rytmów z rock & roll’em.

Os Mutantes – Bat Macumba & Panis Et Circensis

Po hiatusie, który trwał od końca lat 1970 od 2006 roku, Mutanci ponownie nagrywają i jeżdżą z koncertami po całym świecie. Do tej pory wydali 10 albumów studyjnych i są jednym z najbardziej znanych zespołów rockowych w Brazylii – i nie tylko. W 1993 Kurt Cobain w otwartym liście do Arnaldo Baptisty domagał się jubileuszowej trasy koncertowej. W 1998 Beck oddał hołd grupie utworem albumem „Mutations” (ang. mutacje). Do czerpania inspiracji z muzyki Os Mutantes przyznają się także David Byrne i Davendra Banhart.

Beck – Tropicália

W 2012 roku premierę miał film dokumentalny na temat zespołu i całego ruchu kulturowo-polityczne jakim była „Tropicália”. Jeszcze nie miałam czasu go obejrzeć, ale zapowiada się, że będzie to dobra odtrutka na buro-szarą polską zimę. M.

Zwiastun Tropicália (2012)
Reklamy

Gdzie Zachód spotyka Wschód: muzyka Robbie Basho

Robbie Basho to jeden z tych enigmatycznych geniuszy, którzy nie cieszą rozgłosem jaki ewidentnie powinien im towarzyszyć. Obok Johna Fahey (zresztą dobrego przyjaciela Basho, o którym również planuję kiedyś napisać) to jeden z pionierów metody grania na gitarze tzw. fingerstyle lub fingerpicking. Taki styl grania polega na dodatkowym szarpaniu palcami każdej struny oddzielnie (a nie tylko zmiany akordów na gryfie, przy dość swobodnym uderzaniu we wszystkie struny drugą ręką), co powoduje efekt, jakby grało kilka instrumentów, a nie tylko pojedyncza gitara. Poza osiągnięciem mistrzostwa w takim stylu grania (który jak się domyślacie jest o wiele trudniejszy do opanowania), Robbie Basho posiadał niesamowity, wręcz operowy głos, a w dodatku całe swoje życie był zainteresowany muzyką Azji, która jak wiadomo ma zupełnie inny system dźwiękowy – zachodni system, dzieli oktawę na 12 równych części czyli półtonów, podczas gdy w muzyce hinduskiej oktawa dzielona jest na 22 części, na dodatek części te nie są równe. Z kolei dawna muzyka perska dzieliła oktawę na 23-24 nierówne części, a arabska na 17 części. Basho deklarował, że przeszedł w swoim życiu różne okresy fascynacji muzyką i filozofią, m.in. japońską, hinduską, perską czy rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.

Robbie Basho – Blue Crystal Fire

Jednym z celów i ambicji Basho było, aby gitara akustyczna stała się poważanym, koncertowym instrumentem. Drugim było stworzenie amerykańskiego systemu raga. Jak mówi Wikipedia „raga to w klasycznej muzyce indyjskiej typ melodii i tonu o charakterystycznym wyrazie emocjonalnym, stanowiący podstawę do improwizacji muzycznej. Utwory klasyfikowane są jako męskie (raga) i żeńskie (ragini), odpowiadają im określone bóstwa, często przedstawiane w formie artystycznej, nazywane również raga lub ragini. Skodyfikowane ragi stanowią kanon w muzyce indyjskiej„. Aby osiągnąć swój cel Basho pobierał lekcje gry na indyjskim instrumencie zwanym sarod, a także opanował grę na 12 strunowej gitarze. Jedną z inspiracji była dla niego oczywiście muzyka Ravi’ego Shankar’a.

Robbie Basho – Night Way

Urodził się w Baltimore, w 1940 roku. Osierocony w wieku niemowlęcym, został adoptowany przez rodzinę Robinsonów. Gitarą akustyczną zainteresował się dopiero w college’u, pod wpływem grupy przyjaciół, m.in. Johna Fahey’a właśnie. Również wtedy zainteresował się kulturą Wschodu, i zmienił nazwisko na Basho, jako wyraz uznania dla japońskiego poety Matsuo Basho – którego stwierdził, że jest inkarnacją, po długiej nocy na szczycie wzgórza i dużej ilości peyotlu. Po tym zdarzeniu nękały go zresztą narkotykowe „flashback’i”. Wtedy też spotkał innego gitarzystę Hanka Mindlin’a, wyznawcę Meher Baba*, indyjskiego mistrza duchowego, znanego ze stanowczego stanowiska przeciwko stosowaniu narkotyków, jako środka do osiągnięcia duchowego oświecenia. Basho zastosował się do nauk Baby, dodał do tego odpowiednią dietę, sen i ćwiczenia. „Flashback’i” zostały wyleczone, a Basho dołączył do szkoły duchowej Meher Baby, wykładającej nowy sufizm (Sufism Reoriented). Po tym zdarzeniu Basho odmawiał uczenia gitary studentów, którzy zażywali narkotyki. Szkoła Baba zajęła się egzekucją testamentu Basho po jego śmierci i wciąż ma prawa do części nagrań. Gdzie znajdują się gitary i inne przedmioty należące do muzyka, wciąż pozostaje tajemnicą.

Robbie Basho – Orphan’s Lament

Robbie Basho zmarł nagle w wieku 45 lat, na stole kręgarza, podczas dziwnego wypadku. Podobno kręgarz przeprowadził eksperyment i spowodował intencjonalnie tzw. whiplash (to niemedyczny termin, który w języku polskim nie ma odpowiednika – chodzi o „strzelenie jak z bicza” głową i spowodowany tym uraz lub złamanie kręgosłupa szyjnego. Częste urazy tego typu podczas wypadków samochodowych doprowadziły do wynalezienia i obowiązkowego montowania w samochodach zagłówków). W wypadku Basho zastosowana technika doprowadziła do pęknięcia tętnic szyjnych, co spowodowało nagłe uwolnienie krwi do mózgu i w konsekwencji udar, który doprowadził do jego śmierci. Przypadek ten był o tyle dziwny, że tak delikatne arterie podobno nie zdarzają się u osób tak młodych. Biegli ocenili, że szansa takie zdarzenie wynosiła 1 do 4 milionów.

Robbie Basho – Moving Up A’Ways

W tamtym czasie świat nie był gotowy ani na muzykę, ani na styl życia Basho, który można określić jako bardzo new-age’owski. Ale choć cierpiały z tego powodu i ego, i konto bankowe artysty, pozostał on wierny sobie i swojej sztuce.

Powoli, powoli, gdzieś tak od początku naszego wieku, świat ponownie zwraca uwagę zarówno na niesamowitą muzykę Robbiego Basho, jak i na stosowany przez niego styl gry na gitarze. W 2013 roku, po ponad 30 latach od wyczerpania się nakładu, niewielka niezależna wytwórnia Windham Hill Records zremasterowała i ponownie wprowadziła do obiegu jego 10-ty album „Visions of The Country” (1978), a w listopadzie 2015 roku miała miejsce premiera filmu dokumentalnego „Voice of The Eagle: The Enigma of Robbie Basho” (który niestety do Polski jeszcze nie dotarł).

Zwiastun „Voice of the Eagle: The Enigma of Robbie Basho”

Muzyka Basho wciąż pozostaje jedyna w swoim rodzaju i jest tak samo jak jego postać: tajemnicza, oryginalna i intrygująca. Jego głos ciężko nazwać ładnym – jest trudny, żarliwy, naśladujący indiańskie lub indyjskie „zawodzenie”. Definitywnie nie jest to muzyka, którą puścilibyście na imprezie lub na randce. Ale i tak wciąga, hipnotyzuje, i porusza najgłębsze pokłady emocji. Wydaje mi się, że jedyne słowo, które oddaje jej sprawiedliwość to: niesamowita. Tak. Muzyka Robbiego Basho jest niesamowita. M.

*Jak już mowa o muzyce i Meher Baba, warto wspomnieć, że jego częste powiedzenie „Don’t worry, be happy” stało się inspiracją dla powstania największego przeboju Bobby’ego McFerrina pod tym samym tytułem. Jego filozofia zainspirowała również Pete’a Townshenda z The Who do napisania słynnego „Baba O’Riley„.

Kathleen Hanna czyli 20 lat bycia Riot Grrrl. The Julie Ruin „Run Fast”

3 września premierę miała debiutancka płyta zespołu The Julie Ruin – „Run Fast”. I choć może zespół nowy, to złożony z ludzi w muzycznym biznesie bardzo doświadczonych – Carmine Covelli, Sara Landeau, Kathi Wilcox, Kenny Mellman no i przede wszystkim – Kathleen Hanna.

Kathleen Hanna to jedna z najbardziej fascynujących, kobiecych postaci sceny muzycznej ostatnich 20 lat – liderka legendarnego już zespołu Bikini Kill, a tym samym (chcąc nie chcąc) jedna z najważniejszych przedstawicielek ruchu Riot Grrrls, następnie wokalistka zespołu Le Tigre (po fr. tygrys) i autorka muzycznego projektu Julie Ruin, który ostatnio przetransformował się w zespół The Julie Ruin. Poza tym autorka zinów, aktywistka, feministka i żona Adama Horovitz’a, a.k.a. Ad-Rock z Beastie Boys.

hanna

Historia Hanny, a przynajmniej historia jej aktywizmu społecznego (czy jak ona woli to określać ‚po prostu bycia kreatywną osobą‚), zaczyna się kiedy jako studentka Evergreen State Collage, wraz z artystą Aaronem Bausch-Green’em urządziła na swoim uniwersytecie wystawę. Jego prace traktowały o AIDS, jej o seksizmie. Nie spodobało się to władzom szkoły, które po kilku dniach usunęły ekspozycję, bez zapowiedzi, w środku nocy. W odpowiedzi na tak brutalną cenzurę, Hanna wraz z kilkoma koleżankami założyły własną galerią Reko Muse, która funkcjonowała przez jakieś 3 lata. Jak sama artystka pisze, w między czasie w Olimpii (WA), istniało wiele świetnych zespołów punk-rockowych (m.in. Nirvana), że „naturalnym wydawało się założyć zespół rockowy„. Kilka podejść do tego pomysłu doprowadziło w końcu do powstania zespołu Bikini Kill, w który skład wchodziła między innymi Tobi Vail, autorka zinow i ówczesna dziewczyna Kurta Cobaina, a także Kathi Wilcox, obecna basistka The Julie Ruin. Swoją drogą mało osób wie, że to właśnie Hanna przypadkiem podsuneła Cobain’owi tytuł kultowego utworu „Smells Like Teen Spirit”. Któregoś dnia Hanna po prostu napisała na jego ścianie „Kurt smells like teen spirit” (Kurt śmierdzi jak duch nastolatka) co odnosiło się do młodzieżowego dezodorantu, o czym Cobain podobno nie wiedział i uznał, że ta fraza świetnie nadaje się ‚pokoleniowy’ slogan.

 tumblr_m0dncjNMo71r1pqnto1_500

teenspirit

Wracamy do historii. Jest początek lat 90-tych, druga fala feminizmu istnieje powoli już tylko na poziomie akademickiego dyskursu, a młode dziewczyny nie mogą nawet wejść na punk-rockowe koncerty. Znaczy przepraszam, mogą, ale na scenie sami faceci, pod sceną sami faceci, agresja, kocioł, skandowanie ‚girls are poop’ (dziewczyny to kupa), a część kobieca głównie stoi z tyłu, trzymając swoim facetom kurtki – nazywano je dosłownie ‚wieszakami’. W odpowiedzi zaczyna się rodzić ruch, który nazwany zostanie „Riot Grrrl” (‚riot’= zamieszki, ‚grrrl’= połączenie słowa ‚girl’=dziewczyna i onomatopei ‚grrrr’). Młode dziewczyny zaczynają tworzyć grupy, ziny, zespoły punkowe, piszą własny manifest (ANG|PL) poruszają tematy ważne dla nich – seksizm, seksualna przemoc, choroby psychiczne, ciało kobiece i jego wizerunek, zaburzenia odżywiania, homofobia, prawa zwierząt, kazirodztwo, etc.

41p63fxNnTL._SL500_AA300_1

Większość sceny punkowej jest albo przeciwna nowym, głównie kobiecym zespołom, albo gorzej, uważają, „że jak na DZIEWCZYNY to grają całkiem nieźle”. Prasa z kolei natychmiast rozdmuchuje temat, ale całe zjawisko traktuje pobłażliwie, jako nową modę wśród młodych dziewcząt. Kathleen Hanna jako liderka jednego z najważniejszych zespołów Riot Grrrl – Bikini Kill – zostaje obwołana ‚ikoną’, choć sama całe życie się od tego odżegnuje, podkreślając, że ruch tworzyła masa niesamowitych osób. Zresztą w dokumentalnym filmie „Don’t Need You: The Herstory of Riot Grrrl” Hanna, jak wiele innych ważnych postaci ruchu, przyznaje, że wszystkie „byłyśmy młode i nie umiałyśmy poradzić sobie z prasą, która notorycznie wypisywała o nas bzdury„.

Pod koniec lat 90-tych ruch riot grrrl zaczął tracić swoją pierwotną siłę – być może dlatego, że częściowo pożądana zmiana nastąpiła i punkowe, dziewczęce zespoły przestały kogokolwiek dziwić, być może przez wypierający muzykę punk grunge, a być może dlatego, że prekursorki ruchu dojrzały i tamta formuła przestała im wystarczać.

Hanna, po ostatecznym rozpadzie Bikini Kill (ok.1997 r.) nagrywa solowy projekt Julie Ruin w słynnej już teraz wytwórni – Kill Rock Stars. I podczas gdy Bikini Kill był zespołem punkowym (czyt. większe znaczenie ma przekaz niż walory artystyczne muzyki), przy Julie Ruin Hanna po raz pierwszy pokazuje, że oprócz mocnego głosu potrafi tworzyć naprawdę dobrą muzykę.

Po roku od wydania solowego projektu Hanna wyrusza do Nowego Yorku, gdzie wraz Johanną Fateman zakłada zespół Le Tigre. Jak sama opowiada w tym czasie była bardzo zafascynowana samplerami i początkowo planowała np. nagrywać wiedźmowaty śmiech na mizoginistyczne piosenki, ale sama doszła do wniosku, że pomysł byłby bardziej sztuką audio, a nie muzyką, „a przecież nie siedzę w domu i nie słucham sztuki audio, bo to przecież nudne. Słucham popu„. I tak zrodził się pomysł na muzyczną estetykę Le Tigre – dalej z mocnymi gitarami i feministycznym przesłaniem, ale również z dużą ilością syntezatorów i z większym naciskiem na przemyślaną oprawę wizualną.

Od 2004 r. zespół Le Tigre zawiesił działalność. W 2005 roku ze względów zdrowotnych Hanna odeszła z zespołu. Przez wiele lat zmagała się z chorobą, którą długo nie udawało się zdiagnozować – dziś już wiadomo, że była to ostra postać boreliozy.

Teraz, po prawie 10 latach przerwy artystka wraca z zespołem The Julie Ruin i wydawnictwem „Run fast”. Album ten jest świadectwem muzycznego i personalnego rozwoju artystki, która udowodniła, że potrafi czerpać z każdego etapu swoich muzycznych dokonań, bez serwowania słuchaczom ‚odgrzewanych kotletów’. To również dzieło punkowej artystki, która nie porzuciła swoich młodzieńczych przekonań, ale ‚uporządkowała i ukierunkowała swój gniew‚.

hanna 1

Nie będę tutaj recenzować całej płyty ‚Run fast’, a to dlatego, że najlepiej przesłuchać ją samemu. Hanna naprawdę nie zawodzi swoich fanów, prezentuje utwory i bardziej punkowe jak za czasów Bikini Kill („Oh come on„) czy nawiązujące do syntezatorów Le Tigre („Ha Ha Ha„), a także bawi się nowymi konwencjami („Kids in NY” brzmi prawie jak groovy utwór B52’s) oraz prezentuje utwory bardzo dojrzałe, będące trybutami dla siebie samej z młodości („Run fast”, „Goodnight, goodbye„).

Moim ulubionym utworem na płycie jest „Lookout”, ale myślę, że to jeden z tych albumów, na którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Od czasu do czasu media przypominają sobie o ruchu Riot Grrrl, zwłaszcza jak gdzieś przeleje się miarka i młode kobiety zaczynają głośno i w bezpardonowy sposób mówić o swoim wkur…wkurzeniu. Ostatnio takie poruszenie i porównania wywołało posadzenie dziewczyn z Pussy Riots (co wiadomo, było bez sensu i niesprawiedliwie). Ale czy jak o zjawisku nie jest już głośno, to znaczy, że postulaty ‚warczących dziewcząt’ zostały spełnione? Chyba raczej nie, skoro Grimes (swoją drogą wielka fanka Hanny) ogłasza w osobistym manifeście, że ma dość traktowania jej jak małą dziewczynkę oraz facetów, którzy nie mając bladego pojęcia o muzyce proponują jej ‚pomoc’, bo tak bezradnie wygląda: „Mam dość bycia infantylizowaną, tylko dlatego, że odmawiam bycia traktowaną jak sex-kociak„. Zwłaszcza, że z drugiej strony mamy 20 letnią Miley Cyrus, która zszokowała cały internet wyuzdanym i raczej mało smacznym zachowaniem na gali nagród MTV, co tłumaczy tym, że chciała „zaistnieć w historii jak Britney Spears i Madonna”. Nie dziwię się, że do Hanny dalej piszą młode dziewczyny, które dopiero co odkryły Bikini Kill i Riot Grrrls, i które ta muzyka i przekaz dalej inspirują. Na całe szczęście jeszcze nie wszyscy chcieliby ‚zaistnieć w historii’ machając tyłkiem.

Teraz kiedy nowy album Hanny ponownie zwrócił uwagę prasy na Riot Grrrls, przy całych tych wspominkach i ‚ikonie’ ruchu, łatwo zapomnieć, że Hanna to świetna artystka, o surowym głosie (nigdy nie pozwalała na żadne ‚wygładzenia’, „niech się wszyscy dowiedzą jak brzmi normalny kobiecy głos”), której muzyka po 20 lat dalej brzmi świeżo i aktualnie. Jeszcze się nie nacieszyłam ostatnim albumem, a już liczę na to, że na kolejne utwory Katheleen Hanna nie każe nam czekać kolejne 10 lat. Uważam, że świat dalej potrzebuje riot grrrls, zwłaszcza tak utalentowanych jak ona. M.