Muzyczne odkrycia MAriOLi – Benjamin Clementine

Dawno mną tak nie trzepnęło, ale kiedy usłyszałam… Chwila. Może najpierw wstęp.

Nadszedł okres wszelkich możliwych ‚naj’ zestawień i ‚naj’ podsumowań  – utworów, artystów, albumów, koncertów i bogowie wiedzą czego jeszcze „of 2013”. Osobiście uważam takie zabiegi za trochę sztuczne – czuję się jakbym miała kartkówkę, test na koniec roku, powtórkę ze swoich i czyichś upodobań. Niemniej, przełamując niechęć, podchodzę do zjawiska praktycznie i przeczesuję te wszystkie ‚tabelki’ w poszukiwaniu pereł, które w codziennym zalewie informacji mogłam pominąć. Opłaciło się. Po dniu (sic!) spędzonym przed komputerem, kiedy to już chciałam podsumować swój ‚research’ jako mało owocny dla osoby, która przecież na co dzień śledzi informacje o muzycznych nowościach, wpadłam na informacje o Benjamin‚ie Clementine.

benjamine clementine

Na tle kilkudziesięciu nowych dla mnie artystów, których muzykę przesłuchałam tego dnia (zresztą kilku całkiem niezłych, napiszę o nich niedługo) Clemetnine wyróżniał się nie tylko niesamowitym głosem, ale również formą – żadna tam wszechobecna elektronika tylko akompaniament fortepianu:

Słysząc głos i muzykę Clementine’a do głowy przychodzi mi mnóstwo skojarzeń: Antony and The Johnsons, jazz lat 50-tych (Chet Baker, Nina Simone), musicale lat 70-tych (Hair, Jesus Christ Superstar), Edith Piaf. Sam Clementine wymienia jako swoje najważniejsze inspiracje Antony’ego Hegarty właśnie, tenora Luciano Pavarotti oraz francuskiego kompozytora Erik’a Satie. Swoją muzykę zakwalifikował jako ‚real pop’, jakkolwiek to rozumieć (autentyczny, prawdziwy pop? realistyczny pop?).

Ma 24 lata, jest samoukiem, zarówno jak chodzi o śpiew jak i grę na instrumentach, nie umie czytać nut. Londyńczyk, rodzice pochodzą z Ghany, rozwiedli się kiedy miał 13 lat, najmłodszy z 5 rodzeństwa. Co do kontaktu z muzyką, w domu były małe elektroniczne organki, którymi nikt inny się nie interesował, ale nic to, Benjamin miał przecież zostać prawnikiem. Buntownik przez całe życie, uciekł z domu po scysji z rodzicami kiedy miał 17 lat. Tułając się z kąta w kąt, w końcu postanowił kupić najtańszy bilet lotniczy z Londynu do gdziekolwiek, i tak trafił do Paryża. Został tam 4 lata. Nigdy nie nauczył się francuskiego. Śpiewając acapella w paryskim metrze po 8 miesiącach uzbierał na gitarę, nauczył się na niej grać. Przypadkiem „odkryty” na stacji metra właśnie, przez dwóch producentów z malutkiej francuskiej wytwórni, przerzucił się (tak po prostu) na fortepian i nagrał EP zatytułowaną „Cornerstone” (ironiczna gra słów: ang. cornerstone = sedno sprawy, corner = m.in. róg ulicy). Zaczął powoli koncertować. Uwagę szerszej publiczności zwrócił przy okazji występu w brytyjskim programie „Later… with Jools Holland”, do którego również trafił przypadkiem:

Jego przejmujący występ sprawił podobno, że grający później Arctic Monkeys brzmieli zbyt profesjonalnie, sztywno i sztucznie. Po programie zaczepił go sam Sir Paul McCartney i powiedział, że ma kontynuować granie.

Powiem Wam, że już dawno się tak nie zgadzałam z żadnym z Beatlesów…

M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s