Popularne utwory w alternatywnych wersjach. MAriOLi zestawnie najciekawszych coverów.

Słowo „cover” w języku angielskim oznacza m.in. przeróbkę, wg Wikipedii jest to zaś „nowa aranżacja, interpretacja istniejącego utworu muzycznego odtwarzana przez wykonawcę, który nie jest jego pierwotnym, znanym wykonawcą„.

Dawno temu „cover” mówiło się na utwór, który rywalizował z oryginalną wersją na listach przebojów. The Chicago Tribune w 1952 roku przedstawiło definicję „coveru” jako „w branżowym żargonie określenie na nagranie melodii nagranej już przez inną wytwórnię, która wygląda jak potencjalny hit„. Takie podejście było możliwe, dzięki innym realiom biznesu muzycznego – kompozytorzy utworów rzadko byli jednocześnie ich wykonawcami, także umowy i prawo autorskie wyglądały trochę inaczej. Również ograniczone możliwości w dostępie do nośników muzyki sprawiały, że główną gałęzią ‚muzycznej rozrywki’ były raczej różnego rodzaju występy ‚na żywo’. Nie wiem, czy wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale początki ‚prawdziwego’ biznesu muzycznego to przecież sprzedaż zapisów nutowych znanych i lubianych utworów… Oczywiście w dzisiejszych czasach ‚cover’ ma zupełnie inne znaczenie, i jest traktowany raczej jako trybut dla artysty lub kompozytora danego utworu.

OK, skoro wyjaśniliśmy sobie czym jest cover, to może zastanówmy się czym cover nie jest. Coverem nie jest, gdy ktoś po prostu śpiewa/gra utwór napisany/zagrany przez innego artystę – choć wielu (zazwyczaj pseudo)artystów tak myśli. Gdyby tak było musielibyśmy stwierdzić, że ten miły starszy pan, sąsiad zza ściany, co wieczór pod prysznicem niemiłosiernie ‚coveruje’ Mieczysława Fogga”.  Nie, w takim przypadku mówi po prostu o ‚wykonaniu’ czyjegoś utworu. I o powszechnie nielubianym sąsiedzie.

W tym miejscu dochodzimy do refleksji czym jest DOBRY cover? Według mojej skromnej osoby, dobry cover to wykonanie utworu innego artysty w sposób, który coś dodaje i/lub radykalnie zmienia i/lub uwypukla cechy utworu, na które nie zwróciliśmy wcześniej uwagi – słowem: przedstawia nam coś co znaliśmy w nowej, innej, a czasem nawet lepszej wersji.

Do napisania tego długaśnego wstępu skłonił mnie utwór „Roar” Katy Perry w wykonaniu Wolf Alice:

Widzicie, tak jak uważam Kate Perry za niezłą artystkę pop, tak typowego popu na co dzień nie słucham. Niemniej cover Wolf Alice pozwolił mi na pewno docenić bardziej ‚power’, moc utworu Kate Perry, przez przedstawienie jego bardziej przemawiającej do mnie wersji (czytaj: dużo gitar). Skłoniło mnie to do refleksji nad zasadnością tworzenia coverów, którą jeszcze kilka lat temu kwestionowałam – przecież po co komu nowa wersja, skoro mamy rewelacyjny oryginał? Właśnie po to – aby uwypuklić potencjał utworu i talent twórcy, poprzez wskazanie na pewną uniwersalność melodii czy bitu czy też przesłania.

Oczywiście moje rozważania nie uwzględniły wykonania „Gangnam Style” przez zespół metalowy. Zabrakło mi wyobraźni.

Poniżej moje bardzo subiektywne zestawienie najlepszych/najciekawszych/najdziwniejszych coverów z podziałem na autorskie kategorie:

1. Utwór pop (wy)rafinowany.

Mam wrażenie, że utwory pop w ogóle najłatwiej ‚coverować’ – prosta, wyrazista melodia i mało-skomplikowane wykonanie oryginału daje duże pole do popisu w zakresie nowych, zazwyczaj bardziej skomplikowanych interpretacji.

Oryginał: Beyonce – „Crazy in Love”, cover: Antony and The Johnsons

Oryginał: Britney Spears – „Hit me baby one more time”, cover: Weezer

2. Utwór pop podkręcony.

Piosenki pop niekoniecznie trzeba sublimować, można pozostawić je dalej skoczne i lekkie, tylko zmienić trochę nastrój.

Oryginał: The Bangles – „Walk Like An Egyptian”, cover: The Puppini Sisters

Oryginał: Rihanna – „Umbrella”, cover: The Baseballs

Oryginał: Rihanna – „Don’t Stop The Music”, cover: Jamie Cullum

3. Lżejszy na cięższy

Polecam takie covery na smutne dni.

Oryginał: Carly Rae Jepsen – „Call Me Maybe”, cover: Upon This Dawning

Oryginał: PSY – „Gangam Style” , cover: James Woodward

4. Cięższy na lżejszy

W tej kategorii zdarzają się prawdziwe perełki:

Oryginał: Soundgarden – „Black Hole Sun”, cover: Paul Anka

Oryginał: Black Sabbath – „Iron Man”, cover: The Cardigans

Oryginał: Eminem – „Lose Yourself”, cover: Astrazz

5. I’ll make you mine

Są artyści tak charakterystyczni, że nie muszą wiele zmieniać w utworze, aby stworzyć zupełnie nową wersję:

Oryginał: Beyonce – „Halo”, cover: Florence and The Machine

Oryginał: MGMT – „Kids”, cover: The Kooks

Oryginał: Madonna – „Into The Groove”, cover: Ciccone Youth (taki tam projekcik na boku zespołu Sonic Youth)

6. Arcydzieło na arcydzieło

W tej kategorii jeden nadzwyczajny utwór, dwie genialne wersje – Panie i Panowie: „Hurt”

Oryginał: Nine Inch Nails

Cover: Johnny Cash

To na tyle dzisiaj. Przesyłajcie mi w komentarzach swoje propozycje najlepszych coverów. Tak przy okazji informuję, że za kilka dni oddzielny wpis poświęcony tylko coverom „Smells Like Teen Spirit”. Pozdrawiam. M.

Ps. Oczywiście  w angielskim słowo „cover” może oznaczać również okładkę.

Reklamy

4 comments on “Popularne utwory w alternatywnych wersjach. MAriOLi zestawnie najciekawszych coverów.

  1. w parach: najpierw oryginał, potem kower
    1. z miękkiego na natchnione a wciąż miękkie (choć wydawałoby się, że – w przypadku tego zespołu – będzie na twarde)
    The Beatles – Across the universe

    Laibach (o kowerach Laibacha długo by można)

    2. z twardego na miękkie
    Misfits – Where Eagles Dare

    David Pajo (cała płytka dedykowana Misfitsom)

    3. z barokowo-folkowego na anielskie
    Tim Buckley – Song to the Siren

    This Mortal Coil (też instytucja sama w sobie jeżeli chodzi o kowery)

    4 z rokendrolowego na „rokendrol-iz-dead, welcome to the nightmare”
    Elvis Presley – Blue suede shoes

    The Residents (też wiele innych kowerów)

    5. z indie-rockowego na przepełniające jesiennym smutkiem i otwierające rany
    Arcade Fire – The Suburbs

    Mr Little Jeans

    6. z cukierkowo-popowego na art deco-popowe
    Britney Spears – Lucky

    Max Raabe

    to tak na przekąskę – rzeczy, które w kilka sekund przyszły mi na myśl, ulubionych kowerów mam jeszcze całą długą listę, niewykluczone, że to nie mój ostatni komentarz 🙂

    • M. pisze:

      Fantastyczne komentarze, wielkie dzięki! 😀 Podoba mi się zwłaszcza projekt Davida Pajo, choć może to dlatego, że uwielbiam Misfits 🙂

  2. i od razu druga porcja, bo cisną się do głowy skoro już raz rozpoczęty temat
    1. z soulowego na synt-new romantyczne
    Gloria Jones – Tainted love

    Soft Cell

    tak, wiem: są jeszcze wersje Marilyna Mansona i Depeszów i Kjurów…;) ale wg mnie są one tylko wariacjami na temat wersji Soft Cell, która moim zdaniem wyznaczyła nowy paradygmat

    2. z ciężkiego (???) na zdecydowanie cięższe
    Depeche Mode – Stripped

    Rammstein

    3 z apokaliptyczno-folkowego na electro-alternatywne
    Death in June – Little black angel

    Ladytron

    4. z „folkawego” na noir-morderczo-pijackie
    The Seekers – The carnival is over

    Nick Cave

    5.z softrockowego na hard-totalitarno-industrialne
    Opus – Life is life

    Laibach (no tego nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu!)

    6 z true-rockowego 😉 na swingująco-jajcarskie
    Guns’N’Roses – Welcome to the jungle

    Richard Cheese

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s