Nowe, dobre pierogi. The Dumplings.

No ja wiem, że ‚dumplings’ to nie do końca pierogi, dosłownie to oczywiście kluski. Ale nie ma angielskiego słowa na tę naszą pyszniutką potrawę, a młodzi z Zabrza chyba myślą o karierze międzynarodowej, także angielska nazwa się przyda. Swoją drogą Justyna Święś (16) i Kuba Karaś (17) – czyli The Dumplings właśnie – mają ambicję i potrzebne narzędzia, żeby taką karierę robić. MAriOLa szczerze wszystkim poleca i życzy zdolnej młodzieży szczęścia:

Reklamy

Garść muzycznych niusów

Ach, nie ma jak jesień. Artyści nagrali nowy materiał zimą, przetestowali go wiosną, zagrali na żywo latem podczas festiwali, także teraz czeka nas pełno nowych wydawnictw, projektów i wydarzeń specjalnych.

Anna Calvi na przykład, wydała już dwa single ze swojego nadchodzącego krążka, którego premiera już za tydzień!

The National ledwo wydali album, a już realizują mnóstwo innych projektów. Po pierwsze zespół pojawi się w kolejnym odcinku serialu komediowego „The Mindy Project” – panowie podobno są zagorzałymi fanami tego programu:

.

Po drugie nagrali utwór na ścieżkę dźwiękową drugiej części ekranizacji „Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia”. Utwór oryginalnie zatytułowany był „Dying is easy” (ang. umieranie jest proste), ale producenci filmu stwierdzili, że jest ‚za mroczne’, co Matt Berninger przytomnie skomentował, że przecież „Igrzyska śmierci” są o zabijaniu dzieci, a chyba niewiele jest bardziej mroczniejszych rzeczy niż dzieciobójstwo. Utwór koniec końców zatytułowany został „Lean” co może znaczyć ‚pochylać się’, ‚opierać się (na kimś)’ lub ‚chudy, kiepski’. O które znaczenie chodzi jeszcze niestety nie wiem, bo soundtrack będzie miał premierę dopiero 19 listopada.

Poza tym Matt Beringer wystąpił na drugiej części soundtracku z serialu „Boardwalk Empire”:

A następny projekt jaki planują The National to album z coverami zespołu Greatful Dead, który będzie nagrany wraz z tłumem innych artystów (m.in. Vampire Weekend, Kurt Vile czy Bon Iver), i z którego dochód zostanie przekazany organizacji Red Hot, zajmującej się rozpowszechnianiem wiedzy nt. AIDS.

Były basista Nirvany, Krist Novoselic potwierdził, że pojawi się na jednym z nowych utworów, które Modest Mouse nagrywają na poczet nowego wydawnictwa. Modest Mouse odwołali w tym roku całą trasę koncertową po Europie (czym złamali mi serce, bo mieli po raz pierwszy pojawić się w PL), żeby skupić się nad nagrywaniem nowego albumu właśnie – ostatni wydali 4 lata temu, także najwyższy czas. W międzyczasie na paru koncertach faktycznie zagrali kilka nowych utworów, także jest nadzieja:

Sky Ferreria, o której pisałam dawno temu, i która tak jak przewidywałam zyskała dość spory rozgłos, niestety nie poszła w cięższą muzykę, tylko zajęła się produkcjami bardziej popowymi – pocieszam się, że przynajmniej będzie do czego tańczyć. Co prawda pierwszego long-playa się jeszcze nie doczekaliśmy, ale podobno premiera już niedługo:

Aha, no i mam nadzieję pamiętaliście o London Grammar, którzy wydali debiutancki album „If you wait” 10 września 2013?

 OK, z niusów na dzisiaj to tyle. Miłego, jesiennego wieczoru życzę. M.

Kathleen Hanna czyli 20 lat bycia Riot Grrrl. The Julie Ruin „Run Fast”

3 września premierę miała debiutancka płyta zespołu The Julie Ruin – „Run Fast”. I choć może zespół nowy, to złożony z ludzi w muzycznym biznesie bardzo doświadczonych – Carmine Covelli, Sara Landeau, Kathi Wilcox, Kenny Mellman no i przede wszystkim – Kathleen Hanna.

Kathleen Hanna to jedna z najbardziej fascynujących, kobiecych postaci sceny muzycznej ostatnich 20 lat – liderka legendarnego już zespołu Bikini Kill, a tym samym (chcąc nie chcąc) jedna z najważniejszych przedstawicielek ruchu Riot Grrrls, następnie wokalistka zespołu Le Tigre (po fr. tygrys) i autorka muzycznego projektu Julie Ruin, który ostatnio przetransformował się w zespół The Julie Ruin. Poza tym autorka zinów, aktywistka, feministka i żona Adama Horovitz’a, a.k.a. Ad-Rock z Beastie Boys.

hanna

Historia Hanny, a przynajmniej historia jej aktywizmu społecznego (czy jak ona woli to określać ‚po prostu bycia kreatywną osobą‚), zaczyna się kiedy jako studentka Evergreen State Collage, wraz z artystą Aaronem Bausch-Green’em urządziła na swoim uniwersytecie wystawę. Jego prace traktowały o AIDS, jej o seksizmie. Nie spodobało się to władzom szkoły, które po kilku dniach usunęły ekspozycję, bez zapowiedzi, w środku nocy. W odpowiedzi na tak brutalną cenzurę, Hanna wraz z kilkoma koleżankami założyły własną galerią Reko Muse, która funkcjonowała przez jakieś 3 lata. Jak sama artystka pisze, w między czasie w Olimpii (WA), istniało wiele świetnych zespołów punk-rockowych (m.in. Nirvana), że „naturalnym wydawało się założyć zespół rockowy„. Kilka podejść do tego pomysłu doprowadziło w końcu do powstania zespołu Bikini Kill, w który skład wchodziła między innymi Tobi Vail, autorka zinow i ówczesna dziewczyna Kurta Cobaina, a także Kathi Wilcox, obecna basistka The Julie Ruin. Swoją drogą mało osób wie, że to właśnie Hanna przypadkiem podsuneła Cobain’owi tytuł kultowego utworu „Smells Like Teen Spirit”. Któregoś dnia Hanna po prostu napisała na jego ścianie „Kurt smells like teen spirit” (Kurt śmierdzi jak duch nastolatka) co odnosiło się do młodzieżowego dezodorantu, o czym Cobain podobno nie wiedział i uznał, że ta fraza świetnie nadaje się ‚pokoleniowy’ slogan.

 tumblr_m0dncjNMo71r1pqnto1_500

teenspirit

Wracamy do historii. Jest początek lat 90-tych, druga fala feminizmu istnieje powoli już tylko na poziomie akademickiego dyskursu, a młode dziewczyny nie mogą nawet wejść na punk-rockowe koncerty. Znaczy przepraszam, mogą, ale na scenie sami faceci, pod sceną sami faceci, agresja, kocioł, skandowanie ‚girls are poop’ (dziewczyny to kupa), a część kobieca głównie stoi z tyłu, trzymając swoim facetom kurtki – nazywano je dosłownie ‚wieszakami’. W odpowiedzi zaczyna się rodzić ruch, który nazwany zostanie „Riot Grrrl” (‚riot’= zamieszki, ‚grrrl’= połączenie słowa ‚girl’=dziewczyna i onomatopei ‚grrrr’). Młode dziewczyny zaczynają tworzyć grupy, ziny, zespoły punkowe, piszą własny manifest (ANG|PL) poruszają tematy ważne dla nich – seksizm, seksualna przemoc, choroby psychiczne, ciało kobiece i jego wizerunek, zaburzenia odżywiania, homofobia, prawa zwierząt, kazirodztwo, etc.

41p63fxNnTL._SL500_AA300_1

Większość sceny punkowej jest albo przeciwna nowym, głównie kobiecym zespołom, albo gorzej, uważają, „że jak na DZIEWCZYNY to grają całkiem nieźle”. Prasa z kolei natychmiast rozdmuchuje temat, ale całe zjawisko traktuje pobłażliwie, jako nową modę wśród młodych dziewcząt. Kathleen Hanna jako liderka jednego z najważniejszych zespołów Riot Grrrl – Bikini Kill – zostaje obwołana ‚ikoną’, choć sama całe życie się od tego odżegnuje, podkreślając, że ruch tworzyła masa niesamowitych osób. Zresztą w dokumentalnym filmie „Don’t Need You: The Herstory of Riot Grrrl” Hanna, jak wiele innych ważnych postaci ruchu, przyznaje, że wszystkie „byłyśmy młode i nie umiałyśmy poradzić sobie z prasą, która notorycznie wypisywała o nas bzdury„.

Pod koniec lat 90-tych ruch riot grrrl zaczął tracić swoją pierwotną siłę – być może dlatego, że częściowo pożądana zmiana nastąpiła i punkowe, dziewczęce zespoły przestały kogokolwiek dziwić, być może przez wypierający muzykę punk grunge, a być może dlatego, że prekursorki ruchu dojrzały i tamta formuła przestała im wystarczać.

Hanna, po ostatecznym rozpadzie Bikini Kill (ok.1997 r.) nagrywa solowy projekt Julie Ruin w słynnej już teraz wytwórni – Kill Rock Stars. I podczas gdy Bikini Kill był zespołem punkowym (czyt. większe znaczenie ma przekaz niż walory artystyczne muzyki), przy Julie Ruin Hanna po raz pierwszy pokazuje, że oprócz mocnego głosu potrafi tworzyć naprawdę dobrą muzykę.

Po roku od wydania solowego projektu Hanna wyrusza do Nowego Yorku, gdzie wraz Johanną Fateman zakłada zespół Le Tigre. Jak sama opowiada w tym czasie była bardzo zafascynowana samplerami i początkowo planowała np. nagrywać wiedźmowaty śmiech na mizoginistyczne piosenki, ale sama doszła do wniosku, że pomysł byłby bardziej sztuką audio, a nie muzyką, „a przecież nie siedzę w domu i nie słucham sztuki audio, bo to przecież nudne. Słucham popu„. I tak zrodził się pomysł na muzyczną estetykę Le Tigre – dalej z mocnymi gitarami i feministycznym przesłaniem, ale również z dużą ilością syntezatorów i z większym naciskiem na przemyślaną oprawę wizualną.

Od 2004 r. zespół Le Tigre zawiesił działalność. W 2005 roku ze względów zdrowotnych Hanna odeszła z zespołu. Przez wiele lat zmagała się z chorobą, którą długo nie udawało się zdiagnozować – dziś już wiadomo, że była to ostra postać boreliozy.

Teraz, po prawie 10 latach przerwy artystka wraca z zespołem The Julie Ruin i wydawnictwem „Run fast”. Album ten jest świadectwem muzycznego i personalnego rozwoju artystki, która udowodniła, że potrafi czerpać z każdego etapu swoich muzycznych dokonań, bez serwowania słuchaczom ‚odgrzewanych kotletów’. To również dzieło punkowej artystki, która nie porzuciła swoich młodzieńczych przekonań, ale ‚uporządkowała i ukierunkowała swój gniew‚.

hanna 1

Nie będę tutaj recenzować całej płyty ‚Run fast’, a to dlatego, że najlepiej przesłuchać ją samemu. Hanna naprawdę nie zawodzi swoich fanów, prezentuje utwory i bardziej punkowe jak za czasów Bikini Kill („Oh come on„) czy nawiązujące do syntezatorów Le Tigre („Ha Ha Ha„), a także bawi się nowymi konwencjami („Kids in NY” brzmi prawie jak groovy utwór B52’s) oraz prezentuje utwory bardzo dojrzałe, będące trybutami dla siebie samej z młodości („Run fast”, „Goodnight, goodbye„).

Moim ulubionym utworem na płycie jest „Lookout”, ale myślę, że to jeden z tych albumów, na którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Od czasu do czasu media przypominają sobie o ruchu Riot Grrrl, zwłaszcza jak gdzieś przeleje się miarka i młode kobiety zaczynają głośno i w bezpardonowy sposób mówić o swoim wkur…wkurzeniu. Ostatnio takie poruszenie i porównania wywołało posadzenie dziewczyn z Pussy Riots (co wiadomo, było bez sensu i niesprawiedliwie). Ale czy jak o zjawisku nie jest już głośno, to znaczy, że postulaty ‚warczących dziewcząt’ zostały spełnione? Chyba raczej nie, skoro Grimes (swoją drogą wielka fanka Hanny) ogłasza w osobistym manifeście, że ma dość traktowania jej jak małą dziewczynkę oraz facetów, którzy nie mając bladego pojęcia o muzyce proponują jej ‚pomoc’, bo tak bezradnie wygląda: „Mam dość bycia infantylizowaną, tylko dlatego, że odmawiam bycia traktowaną jak sex-kociak„. Zwłaszcza, że z drugiej strony mamy 20 letnią Miley Cyrus, która zszokowała cały internet wyuzdanym i raczej mało smacznym zachowaniem na gali nagród MTV, co tłumaczy tym, że chciała „zaistnieć w historii jak Britney Spears i Madonna”. Nie dziwię się, że do Hanny dalej piszą młode dziewczyny, które dopiero co odkryły Bikini Kill i Riot Grrrls, i które ta muzyka i przekaz dalej inspirują. Na całe szczęście jeszcze nie wszyscy chcieliby ‚zaistnieć w historii’ machając tyłkiem.

Teraz kiedy nowy album Hanny ponownie zwrócił uwagę prasy na Riot Grrrls, przy całych tych wspominkach i ‚ikonie’ ruchu, łatwo zapomnieć, że Hanna to świetna artystka, o surowym głosie (nigdy nie pozwalała na żadne ‚wygładzenia’, „niech się wszyscy dowiedzą jak brzmi normalny kobiecy głos”), której muzyka po 20 lat dalej brzmi świeżo i aktualnie. Jeszcze się nie nacieszyłam ostatnim albumem, a już liczę na to, że na kolejne utwory Katheleen Hanna nie każe nam czekać kolejne 10 lat. Uważam, że świat dalej potrzebuje riot grrrls, zwłaszcza tak utalentowanych jak ona. M.