Dobre, bo polskie

Ostatnio, przy okazji wymieniania się nowościami muzycznymi, usłyszałam zarzut: „eeee, tobie się i tak to nie spodoba, bo to polskie”. Niesprawiedliwe i nieprawdziwe to było strasznie, aczkolwiek faktem jest, że w stosunku do naszej rodzimej produkcji mam o wiele wyższe wymagania niż do ‚zagramanicznej’. Pierwszym powodem jest moje uwielbienie dla naszego cudnego, soczystego języka –  pogiętego, brzeszczącego, tatarowo-gżegżółkowego. Jak słucham utworu w takim angielskim to jeszcze warstwę językową jestem w stanie puścić mimo uszu. Ale jak słyszę po raz milion pięćsetny te same ubogie, grafomańskie frazy, i że ona go dawno temu uwiodła, ale w sumie już tu nie mieszka, choć przedtem zdążyła nim posmarować chleb, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Drugi powód wynika z moich zainteresowań – jeżeli coś nowego; zespół, muzyka, styl, na zachodzie dzieje się już od 5 lat, po czym ktoś robi coś podobnego w Polsce i wciska mi się, że jest to WIELKA NOWOŚĆ, to ja chromolę takie patriotyczne uwielbienie, tylko dlatego, że po polsku.

Powyższy, pełen emocji wywód nie oznacza, że uważam, że w Polsce nie dzieje się nic oryginalnego czy wartego posłuchania. Wręcz przeciwnie, zdarzają się rzeczy nieprzeciętne i jedyne w swoim rodzaju.

Postanowiłam zaprezentować moją osobistą listę polskich utworów i artystów, tak powiedzmy z ostatniego roku, którzy mnie zachwycili, czy też zwrócili moją uwagę.

Mikromusic. Utwór „Takiego chłopaka” jest absolutnie cudowny jak chodzi o prostotę wykonania, dobry wokal, no i słowa oczywiście. Do tego teledysk, który rewelacyjnie oddaje klimat piosenki. Co prawda reszta twórczości zespołu średnio mnie rusza, ale ‚ takiego chłopaka’ to można tylko gratulować:

HipiersoniK to projekt trzech muzyków: Marcina Babko (pseud. Hipiey), Pierre i Michała Sosny. Muzyka, którą grają to połączenie elektroniki, jazzu i czasem melorecytacji. Niedawno debiutowali albumem „Czarna skrzynka”, przy czym ci ‚debiutanci’ zdążyli już supportować Tricky’ego i zagrać na tegorocznym Openerze:

Jak chodzi o język, niezmiennie zachwyca mnie L.U.C. Zachwyca mnie również jego jedyne w swoim rodzaju mieszanie gatunków muzycznych i rewelacyjne sample. Ze swojej ostatniej płyty „Nic się nie stało” – „Oda Do Młodości”:

O domowych melodiach pisałam na MAriOLi już jakiś czas temu – i co? Ano same sukcesy: tour po Islandii, gwiazda Opener’a i „Grażka” na pierwszym miejscu listy przebojów Trójki. Mnie się gdzieś w międzyczasie udało być na koncercie i byłam zachwycona:

cipedrapskład po raz pierwszy usłyszałam przy okazji mini-festiwalu NO ESCAPE. Oczywiście dziewczyny przemawiają do mnie o wiele bardziej swoimi kontrowersyjnymi tekstami niż muzycznie:

Furorę w naszym kraju robi ostatnio Dawid Podsiadło. Czy z tej sławy zostanie coś po tym jak bitewny, pokonkursowy pył opadnie? To się okaże. Warunki są, głos jak młody Turnau, szkoda by to było spieprzyć. Ale można, zwłaszcza jak się pójdzie w banał lub monotonie…

Jak to nie lubię polskiej muzyki, przecież nie tak dawno temu zachwycałam się Marią Peszek i jej ostatnią płytą „Jezus Maria Peszek”. Niestety, na koncert w Poznaniu nie udało mi się dotrzeć, a szkoda, bo dalej uważam, że jej teksty to jedne z najlepszych muzycznych manifestów ostatnich lat:

I na sam koniec zespół, który zrobił na mnie wrażenie, choć być może zbyt oryginalnie to chłopaki nie grają. Ale za to dobrze, rockowo, no i wokalista śpiewa po angielsku bez polskiego akcentu, czego zdzierżyć się nie da, a co jest częstym grzechem rodzimych artystów. Panie i panowie – Magnificent Muttley:

Lista się kończy, ale to przecież nie oznacza, że wymieniłam wszystkich artystów polskich, których doceniam i lubię – ciągle gra przecież Hey, choć ostatnio wolę Nosowską solo, Kazik z milionem projektów na boku, reaktywować się ma Kaliber 44, o Miłości i Paktofonice filmy robią… I tylko Los Trabantos żal. Poza tym w naszym cudnym, cyfrowym świecie artystów i projektów codziennie więcej i więcej, także trzymam kciuki, że w tym wypadku ilość przejdzie w jakość. M.

Młodociany król z głosem starego wygi. King Krule.

O Archy Marshall’u czyli artyście występującym pod pseudonimem King Krule (a wcześniej Zoo Kid), miałam ochotę napisać już od dłuższego czasu, ale ciągle coś ważniejszego wypadało. Pierwszy raz usłyszałam nawet nie muzykę, ale przede wszystkim głos Marshall’a 2 lata temu, kiedy ten miał 16 lat (!), wyglądał tak:

kingkrulepb

i już wtedy brzmiał tak:

Teraz, kiedy już ukończył słynną BRIT School (inni absolwenci to chociażby Adele,  Amy Winehouse, Jessie J, Katie Melua, The Kooks, Imogen Heap) jego muzyka dojrzała i wyewoluowała w niesamowitą mieszankę synth-noir-jazz-dubstepu (ja sobie zdaję sprawę jak śmiesznie niekiedy brzmi to całe ‚szufladkowanie’ i ‚gatunkowanie’, no ale jak ja mam wam inaczej opisać co ci ludzie grają?).

Jego pierwszy długogrający album 6 Feet Beneath The Moon będzie miał premierę 24 sierpnia 2013, ale już teraz można go posłuchać w całości. Gorąco polecam! M.

PS. King Krule to pseudonim zainspirowany grą/kreskówką o Donkey Kong’u, a konkretnie postacią głównego przeciwnika bohatera: King K. Rool’a.

Nowy album Anny Calvi już w październiku!

Anna Calvi

Po rewelacyjnym debiutanckim albumie Anna Calvi długo kazała nam czekać na swoje kolejne dzieło. I jeszcze chwileczkę będziemy musieli poczekać, ale w końcu znamy datę – 7 października pojawi się „One Breath”!

Abum został nagrany w Black Box Studios we Francji (gdzie nagrana została również większość poprzedniego wydawnictwa), a zmiksowany został w Texasie. Na płycie poza Calvi pojawia się jej zespół czyli Daniel Maiden-Wood na perkusji i Mally Harpaz na fisharmonii.

Poniżej zwiastun albumu nakręcony przez Emmę Nathan. Biorąc pod uwagę, że nawet trailer jest muzycznie (i wizualnie) powalający absolutnie nie mogę doczekać się „jednego oddechu”. M.: