Recenzja albumu Phoenix „Bankrupt!”

indeksFrancuski zespół Phoenix karierę robił powolutku, a świat podbił dopiero 4 lata temu, kiedy to ich czwarty w karierze album Wolfgang Amadeus Phoenix zawojował listy przebojów i zdobył nagrodę Grammy za najlepszy album alternatywny. Podobno nagły i spektakularny sukces „Wolfgang’a” sprawił, że członkowie zespołu przestali skupiać się na muzyce, a zaczęli na sławie i pieniądzach. Po osiągnięciu pewnego przesytu, w celu ponownego skupienia się na graniu, zaczęli pracować nad nowym, „bardziej eksperymentalnym” wydawnictwem. A wszystko to najwyraźniej z całkiem niezłym skutkiem, skoro „Wolfgang Amadeus Phoenix” zajął 27 miejsce na comiesięcznej liście Bilboard 200, podczas gdy nowy album „Bankrupt!” zajął już 4.

Zaczynając pisać tę recenzję zaparłam się, że nie napomknę – jak absolutnie każdy kto pisze o Phoenix – że wokalista Thomas Mars jest mężem Sofii Coppoli. Ale jak o tym nie wspomnieć, skoro muzycy wyraźnie, jako drugą najważniejszą inspirację (po zmęczeniu sukcesem), wskazują na pracę nad soundtrack’iem do filmu Coppoli „Somewhere”.

Muzyka Phoenix na ich piątym albumie jednoznacznie odwołuje się do synth-popu lat 80- tych., co skłania do refleksji, że powrót do przeszłości jest ostatnio bardzo pożądanym zjawiskiem, bo dokładnie to samo zrobili ostatnio starzy przyjaciele, z którymi chłopaki z zespołu dzielą muzyczną przeszłość – zespół Daft Punk. Całość nowego wydawnictwa Phoenix jest bardzo dopracowana, lekka i niestety jednowymiarowa. Dodatkowo wykorzystanie syntezatorów w absolutnie każdym utworze, sprawia, że słuchanie albumu ciągiem jest dość ciężkostrawne. Osobiście uważam poprzednią płytę zespołu za bardzo nierówną, ale nie da się ukryć, ze było na niej parę absolutnych przebojów jak Lisztomania czy 1901. Bankrupt! niestety takich przełomowych kawałków nie prezentuje. Album promował średni singiel Entertainment, inspirowany muzyką chińską. Nawiązanie to samo w sobie pomysłem zbyt oryginalnym nie jest (z tego motywu korzystał już choćby David Bowie w utworze „China Girl”, prawie 40 lat temu), niemniej zespół Phoenix posunął się dalej i przez pojedyncze dźwięki to tu, to tam stworzył pewien ‘chiński’ lejtmotyw przewijający się przez cały album. Niestety zabieg ten nie sprawia, że Bankrupt! jest bardziej spójny, tylko powoduje, że kolejne kawałki jeszcze bardziej zlewają się ze sobą. Jedynym wyróżniającym się utworem jest piosenka tytułowa Bankrupt! – nagle, w połowie albumu słyszymy utwór, który zaczyna się bardzo delikatnie i przyjemnie, coś jak Sigur Rós, po czym przechodzi w melancholijny, syntezatorowy space ambient, a kończy się a la Pink Floyd. Nawet nie jest to złe, ale brzmi jakby ktoś usiłował skleić trzy różne piosenki w jedną. Może i tak było, bo utwór jako jedyny na albumie ma prawie 7 minut.

Podsumowując; aż żal trochę, bo utwory Trying to be cool, Don’t, Bourgeois czy Oblique City są całkiem skoczne, łatwo wpadają w ucho i gdyby je słuchać w innym zestawieniu wypadłby o wiele lepiej. A tak całość niestety nudzi, mózg odpływa i album zostaje sprowadzony do muzycznego tła. I nie pomogła nawet konsoleta, na której nagrywano „Thriller” Michaela Jacksona. A szkoda, bo wyrażenie „dobry pop” co raz częściej zaczyna brzmieć jak oksymoron.

Recenzję przygotowałam dla portalu Outrave.net

M.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s