Skromna mysz udokumentowana czyli 15 rocznica „Lonesome Crowdest West” by Modest Mouse

Kwestia zespołu Modest Mouse w Polsce jest bardzo radykalna; albo znasz i wiesz prawie wszystko, albo nigdy nie słyszałeś/aś. Fenomen jakiś, zwłaszcza, że chłopaki grają prawie od 20 lat, i w Stanach wielkością są porównywani do Pearl Jam. I choć z czasem ich muzyka stała (staje) się mniej zadziorna i ciut bardziej mainstreamowa (czyt. ładniejsza, czyt. łatwiejsza), dalej ich twórczość nie spada poniżej poziomu, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Ich albumy i single były wielokrotnie nagradzane, pozajmowały wysokie miejsca na różnych, ważnych listach „wszech-„, Johnny Marr z The Smiths z nimi grał, utalentowany i tragicznie zmarły Heath Ledger wyreżyserował im teledysk, i ogólnie jeśli jakimś cudem jeszcze nie mieliście okazji to się z ich twórczością zapoznajcie.

A piszę, bo z okazji 15 rocznicy wydania jednego z najlepszych albumów nagranych przez skromnisi, „The Lonesome Crowded West” (tłum. Samotny Zatłoczony Zachód), portal Pitchfork zrealizował 45 min film dokumentarny, będący retrospekcją na temat powstawania tego albumu i początków zespołu w ogóle. Film, niestety tylko w wersji po angielsku, wart jest polecenia nie tylko fanom Modest Mouse, ale również muzykofilom w ogóle. W bardzo zgrabny sposób, posuwając się praktycznie piosenka po piosence, pokazano jak rodzi się album, jak to było być początkującym zespołem 20 lat temu (bez Internetu, MySpace, mp3, Facebooka), a także jak wyglądała scena muzyczna w post-grundge’owym Seattle pod koniec lat 90-tych.

Jeśli ktoś jednak jest fanem Modest Mouse, film jest pozycją obowiązkową. Fotografie zespołu z pierwszych tras po Stanach, fragmenty nagrań koncertów, wypowiedzi kolegów-muzyków, dowcipy wokalisty Isaaca Brocka (np. na temat swojej niechęci do śpiewania bez gitary w ręku – ‚to już wolałbym śpiewać bez spodni‚). Samego albumu „Lonesome…” na pewno fanom polecać nie trzeba. Zwłaszcza, że całość (tu w sumie polecam jeszcze-nie-fanom) jest zwyczajnie genialna, nie tylko muzycznie, ale i na poziomie tekstów – mrocznych, cynicznych i niestety proroczych. Brock, mimo swojego młodego wieku (rocznik 75), już wtedy widział postępujące ‚zabudowywanie całej Ameryki’, które w starym Dzikim Zachodzie, wdziało tylko kapitał i przyszłych konsumentów powstających jeden za drugim marketów. Paranoją, która uderzała wtedy po oczach (a która powoli, choć na mniejszą skalę, ma miejsce w Polsce) było budowanie nowych marketów, nawet gdy obok stały całkiem nowe centra handlowe, które już zdążyły splajtować. Wokalista w wywiadzie słowo-tworzy nawet określenie na ten proces, mówi, że Ameryka została ‚mall-fucked‚ (mall=market, fucked pewnie wszyscy rozumieją). Zresztą tym skupieniem, na temacie Stanów i amerykańskich bolączek, wokalista tłumaczy sobie małą popularność tego albumu w Europie. „Albo może po prostu nie chcieli, żeby jakiś sepleniący facet z amerykańskim akcentem wrzeszczał na nich„.

Ja tam lubię jak na mnie Myszy wrzeszczą.

Film można zobaczyć na Pitchforku. Miłego oglądania. M.

Utwór „King Rat” i teledysk będący debiutem reżyserskim Ledgera. Aktor nie zdążył dokończyć dzieła, niemniej realizatorzy pozostali wierni jego koncepcji. Video miało premierę 1,5 roku po śmierci artysty: