trudna wspinaczka po ściance (ale będzie epilog)

ws. tematu: 1. piszę, że po ściance, bo koncert Ścianki był trochę jak ściana, po której (a przez którą to już „w ogóle nie teges”) nie można przejść z łatwością. i to nie jest komplement, że jest trudno, ani prawdą nie jest, że jak jest łatwo, to jest tak, jak lubię. ciężko lub trudno to słowa, które użyte w stosunku do muzyki zawsze łechcą mnie: delikatnie i snobistycznie, zachęcająco. poszłam zatem z kolegami zobaczyć Ściankę grającą Pod Minogą 2.03.2010.
2. epilog będzie, ponieważ zuchwale obiecałam go Cyanowi. mam zamiar posłuchać „Dni wiatru”, i być może nawet przychylnie nastawię się do tego wydawnictwa. epilog rozumiem także jako ten czas zaraz po koncercie…

„po” byłam nieco umęczona, ponieważ ostatnie, miażdżące rzężąco dźwięki w niecudowny sposób zostały mi w głowie. inaczej mówiąc, zostały jak te przeklinane wstydliwe melodie, łatwo zapadające w pamięć. a przecież tego, co gra Ścianka nie sposób zapamiętać. może nawet sami muzycy improwizują na każdym koncercie. może nawet to, co nagrają w studio, bo mówili, że od 3 marca zaczynają, będzie się całkowicie różniło od tego, co zaprezentowali Pod Minogą, mnogą w słuchaczy, a owszem. liczyć należy, że materiał zarejestrowany będzie spójniejszy i bardziej okrzesany. (uwaga: proszę tu nie rozumieć słowa „nieokrzesany” pozytywnie. to inny przypadek. to ścianka) a może i nie. może niech słuchacze nadal chcą się czuć zmasakrowani, brakiem melodii i harmonii ubici. ok, ok, pewnie harmonie też są różne, istnieje prawdopodobieństwo, że i Ściance są one nieobce. nie będę się kłóciła z terminami, będę się kłóciła z falami źle pojętego, i okrutnie doskonale w tym sensie zagranego, chaosu. tam nie było muzyki! no, była – momentami. te chwile to wtedy, kiedy z ulgą można było znaleźć kilka kojących w przewidywalności uderzeń cymbałków albo perkusji. właśnie: perkusista podejmował się wysiłku wspinaczkowego wyczynowca… te kilka dźwięków i tak zginęło w nadmiarze pustosłowia(-dźwięku) bez echa. z przesadą można by powiedzieć, że gdyby nie pamięć muzyczna, wyszłabym z tego koncertu z przekonaniem, że muzyka nie istnieje, że ktoś coś tak nazwał, ale ponieważ był pomylony, pomylił się co do tego, czym to coś tak naprawdę jest. (słyszę syk Cyana a to… żart taki koleżeński)

a we wtorek 29.02.1961 roku zapoznany radziecki poeta haiku, używający pseudonimu Sucharow ze względu na swoistą filozofię pisarską, zanotował w swoich dziennikach: koncert mi się nie podobał. było erotycznie czyli ch…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s