Caribou (made-my-day-song): Odessa

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam początek utworu Odessa pomyślałam: nieeeeeee… Aż tu nagle, z nienacka, zorientowałam się, że słucham dalej. Skończyło się na radosnym i pokracznym (takie są najlepsze) tańcu, gdzieś pomiędzy bałaganem mojego pokoju.

Wielką fanką całej twórczości Caribou nie jestem, więc Państwo pozwolą, że tylko podstawowe informacje: Daniel Snaith, obecnie tworzący pod nazwą Caribou, do 2004 r. występował jako Manitoba, ale frontman zespołu The Dictators – Richard „Handsome Dick” Manitoba, zaskarżył go o plagiat (co sam Snaith skomentował: „to tak jakby The Smiths pozwali jakiegoś John’a Smith’a”). Oryginalnie z Kanady, obecnie zamieszkały w Londynie, Caribou posiada doktorat z matematyki i zajmuje się tworzeniem muzyki, jak Państwo widzą, electro zmiksowanej ze wszystkim. Muzyką tworzy głównie sam, niemniej daje również koncerty live z zespołem (wtedy przeważnie gra na perkusji). 16 kwietnia br. ukaże się jego nowa płyta „Swim”, dla której singlem promującym jest własnie Odessa. I teraz uwaga najlepsza wiadomość – ten właśnie kawełek, jako promujący, jest do ściągnięcia za darmo, m.in. na portalu Stereogum. Polecam załadować na prywatne grajotka, zwłaszcza że wiosna w końcu idzie i przyda się trochę skocznej muzyki na rozruszanie. M.

Reklamy

jedziem panie zielonka… projekt warszawiak

czy ktoś mógłby powiedzieć ze czekał na interpretacje piosenek, spiewanych kiedys na warszawskich ulicach (naprawde!)? dla mnie to zaskakujące. z dzieciństwa pamiętam barwne okładki winyli Orkiestry z Chmielnej. i tyle. poza tym, to przed oczami pojawiają sie chyba typowe obrazki: akordeon, nieotynkowane kamienice na Pradze, kaszkiety w kratę. jeszcze to wrażenie „wsiowości” słuchanych przez dziadka kawałków.

a może jednak niezaskakujące po płytach-projektach: Gajcy, Wyspiański, Białoszewski? czyżby zatem młode pokolenie mówilo głównie w ten sposób – nie do konca swoimi słowami? i tu przecież, tylko muzyka została zaaranżowana, słowa niezmienione. mnie sie to ogólnie podoba. oczywiście nie tylko młodzi zabierają sie do odgrzebywania staroci. nie zmienia to jednak faktu, że w ciągu ostatnich kilku lat to takie projekty, do których włączyłabym także poetyckie „Kalambury” Pustek, być może najbardziej znane, oraz „39/89” L.U.C.a i „Powstanie Warszawskie” Lao Che – zdobywają wiekszą uwagę i, przeważnie, uznanie. muzycy ostatnio często biorą historię et poezję na warsztat.

NIE MA CWANIAKA NA WARSZAWIAKA! – oprócz kilku utworów, które niedługo zostaną wydane na CD, znajdziecie na majspejsie Projektu Warszawiak m. in. te oto treści.

WARSZAWA. Miasto ze złamanym kręgosłupem, zniszczoną tradycją i brzydkim, nieuprzejmym dziś charakterem, zasługuje na szacunek. Niewiele autentycznych śladów przeszłości tu zostało, tym bardziej warto ich poszukać i podzielić się z innymi.

Ten projekt to swoisty hołd złożony wszystkim ulicznym wykonawcom, przedwojennym kompozytorom i autorom tekstów, którzy nadawali muzyczny charakter temu miastu…

Legendarne uliczne melodie i teksty stały się punktem wyjścia do stworzenia utworów, których brzmienie określają sample, efekty, elektroniczny bit, oraz żywe instrumenty.

Szczególne podziękowania i pozdrowienia dla Orkiestry z Chmielnej – prawdziwego źródła imprezowo-muzycznych uniesień!

Projekt tworzą:
Łukasz Garlicki
Jacek Jędrasik
Marek Kępa
Szymon Orfin”

kilkadziesiąt minut temu okazało sie dla mnie, ze telewizja niepubliczna równiez może wypełniać misję edukacyjną. obejrzałam program autorski Kuby Wojewódzkiego, pana dwa miesiace starszego od mojej mamy (niesory Kubo Oddawnanienastolatku!). gośćmi byli Piotr i Łukasz Garliccy. młodszy czyli syn starszego, znanego z „Barw ochronnych” a dla mniej wtajemniczonych z ulubionego niegdyś serialu Polaków, oprócz tego, że także jest aktorem i gra oraz dj-uje, niedawno wraz z kolegami skoczył pracę nad w/w projektem.

wokal Garlickiego ulokować można gdzieś między próbami Franka Kimono a Emadego. tak samo silny, jakby obojętny w melorecytowaniu („przyhamuj morde i nie gadaj wiecej nic”) – moze po prostu aktorski? czasami ironizujacy. (na żywo glos to niezwykle męski, po męsku niski) i chyba nie ma w tym śmieszności, która wynikałaby z kontrastu pełnych zdań w „starym stylu” budujacych historie poważne lub błahe i pewnie nieoryginalnych, a współczesnie brzmiących aranżacji. właśnie. muzycznie projekt odkrywczy nie jest, przyjemny może też nie. coś jednak tworzy się pomiędzy tymi słowami z taką muzyką w tle. coś świeżego? to może mało obrazowe określenie. po prostu posłuchajcie.

„Zabkowski”, ktory „ledwo dyszy, chyba schodzi/stać i patrzeć się nie godzi” schodzi w tle z gitarami (?) ciekawie drazacymi sytuacje-bijatyke. „lezy Edek typ szerbaty, ten co kiedys łamal gnaty”… mój ulubiony kawałek. smętne „Tango Apaszowskie” a la Muzykoterapia do ulubionych nie należy. instrumenty dęte ocieplają tu historię Stacha tęskniacego za Hanką i ją, w finale, zabijajacego. ocieplają? „Hanko, twe ciało w bólu pręży się, wygina. że w sercu nóż, cóż…” bohater nadal o niej marzy. utopista. ona natomiast pojawia sie znów w piosence „Stachu” i prosi go, żeby wrócił. (a może lepiej nie mieszać bohaterów?) ostatnie dęcia trąbki w tangu tak mile przypominaja „Dedykowaneani D.” Kanalu Audytywnego… „Jedziem panie Zielonka” ewokują labe rodem z kalifornijskich plaż – to ta gitara, której lubili używac Electric Light Orchestra i Mitch&Mitch.

czasem jest tu rasowe rapowanie. czasami rasowe samplowanie. jednak jeszcze nie potrafię na to spojrzeć jak na rzecz z mojego świata (morderstw w moim życiu dotychczas nie było), bliskiego mi. czy to znaczy, że moim zdaniem nie udalo sie projektowi ożywic zapoznanych piosenek? nie. to nie o to.

jest początek 31.03. może za kilka godzin lub dni wymyśle coś bardziej interesującego o tym projekcie. nie wiem jednak, czy będzie mi sie chciało do niego wracać. to taka ciekawostka.