Oh Anna – The Microphones/Mount Eerie/The Blow

Piosenka zespołu The Microphones, z albumu Tests (1998). Piosenka genialna w swej prostocie. Trochę indie rock, trochę noise – pop. Uroczy tekst (oh Anna, weź mnie i otocz swoimi wodnymi ramionami/dmuchnij bryzą twojego czaru wokół mnie/ oh Anna, jesteś domem o wielu pokojach i wszystkie sekrety pochowane w tobie/znam kilka). Bardzo ważna jest interpretacja późniejszej współtwórczyni zespołu The Blow – Mikhaeli Yvonne Maricich. Jej dziwna akcentacja, pauzy i przeciągnięcia w niespodziewanym miejscach, sprawiają, że utwór nabiera złożoności. Panie i Panowie:

Może od razu przemycę zupełnie inny, późniejszy utwór The Microphones (swoją drogą rewelacyjny zespół, pewnie kiedyś napiszę o nim więcej). Głównym twórcą tego projektu jest Phil Elvrum, który później przekształcił go w Mount Eerie (co prawda osobiście i zdecydowanie wolę The Microphones, ale może ktoś myśli odwrotnie. Szanujmy się nawzajem!)

Jeszcze tylko szybciutko piosenka projektu pani Maricich – The Blow. Trochę inne, ale również przyjemne. Miłego dnia. M.

Zapowiedź: Epic45 17/02/2010, Pod Minogą, Poznań

Epic45 to projekt, którego stałymi członkami są dwaj koledzy ze szkolnej ławy; Ben Holton i Rob Glover. Reszta składu płynna. Pochodzenie: zapyziałe, angielskie miasteczko.  Debiutowali w 1999, od tego czasu wydając kilka albumów, EP-ek oraz pojawiając się na płytach innych artystów „we współpracy”. W 2007 wydali LP „May Your Heart Be the Map”, który uzyskał pozytywne recenzje, i sprawił, że zrobiło się o nich głośniej. Ich ostatnie wydawnictwo to mini-album „In All The Empty Houses”. Panowie swoją muzyką chcą „wyrazić tęsknotę za utraconymi już dziecięcymi wakacjami i przeszłością, która może wcale nie istniała”. I chyba to jest najdokładniejszy opis rodzaju muzyki, którą tworzą, choć oficjalne określenia to „atmosferyczny pop/ambient”. Osobiście uważam, że dryfują gdzieś pomiędzy Brian’em Eno, Sigur Rós, a nawet przez sekundę pomyślałam o Just Jack’u (melorecytacja z brytyjskim akcentem). Najlepiej posłuchajcie sami. Klub Pod Minogą, start godz. 20, bilety 20/25 PLN. Panowie wystąpią również w Krakowie i Warszawie. Support: We Call It a Sound. M.

Japandroids – 28/01/2010, Eskulap, Poznań

Z tego całego podekscytowania nawet o aparacie nie pomyślałam, idiotka. Mocne posanowienie poprawy.

O Japandroids sporo trąbiono (nawet w „Machinie” o nich napisali), także tylko skrótowo – Panowie wydali w sierpniu 2009 pierwszy album „Post-Nothing”, który zebrał pochlebne recenzje, (m.in. na Pitchfork.com – kiedyś o tych wszystkich najsłynniejszych portalach napiszę), wieść poszła w internet, zaszumiało o nich, i w ten sposób choć to duet kanadyjski – zawitali aż do Polski. Muzyka definiowana jako garażowa, noise-pop, post-punk. Z tego wszystkiego chyba to pierwsze określenie pasuje najlepiej – a że słabość mam do chłopców z ciemnych garaży to oczywiście poleciałam.

Jak wszyscy zapewniali, dwójka panów faktycznie robi show za pięciu. Podobno chcieli uniknąć instytucji wokalisty-lidera, więc jeden gra na gitarze, drugi na perkusji, śpiewają obaj. Sam koncert rewelacja, choć ciut za głośno (w małej sali był) i aż żal, bo sala w szwach nie pękała, a oni przecież z daleka przyjechali, wypadałoby. 

Ogółem muzycznie to żadna innowacja, ale świeże to i bardzo energetyczne. Przydaje się zimą. Jak ktoś za taką muzyką nie przepada to i tak polecam jako tło podczas ciężkiego odgruzowywania pokoju na przykład. M.