też Wam czasem tęskno?

Chyba już się kiedyś z Wami dzieliłam refleksją, że mam problem z polską muzyką. Mało to co prawda sprawiedliwe, bo wynika po prostu z wyższych wymagań w stosunku do polskich twórców. Nad idiotycznym tekstem po angielsku jeszcze jakoś przeskoczę, polskich, niestety często fatalnych „lyrics”, nie jestem w stanie „nie usłyszeć”. Nie cierpię też, kiedy na polskiej scenie coś zostaje okrzyknięte „nowym brzmieniem”, podczas gdy w innych krajach podobną muzykę gra już ileś zespołów, od wielu miesięcy, jak nie lat. Dlatego też każde polskie odkrycie MAriOLi to dla mnie podwójna radość.

tęskno – razem | feat. duit

Zespół tęskno co prawda super nowinką nie jest, dziewczyny koncertują od ponad roku, wystąpiły m.in. na kilku największych polskich festiwalach, ale teraz w końcu, wielkimi krokami zbliża się premiera ich pierwszej płyty.

Jak same o sobie piszą „tęskno to projekt muzyczny wokalistki Joanny Longić i kompozytorki i pianistki Hani Rani. Piszemy piosenki po polsku, łącząc brzmienia, melodie i dźwięki za którymi nam tęskno.” Asia zaistniała na polskiej scenie muzycznej z projektem Bemine, do współpracy przy którym zaprosiła Hanię. Hania jako pianistka jest laureatką konkursów ogólnopolskich i międzynarodowych, występowała m.in. w Filharmonii Narodowej czy Teatrze Wielkim w Warszawie.

tęskno – kombinacje

Muzyka tęskno jest delikatna, akustyczna, łączy pianino i smyczki, a teksty są poetyczne – przy czym całość jest niebanalna, podana w świeżej, nowoczesnej odsłonie. Podczas koncertów duet występuje w składzie rozszerzonym o kontrabas i kwartet smyczkowy. W tegoroczną, jesienną mini-trasę koncertową wyruszą jako support Högni Egilsson’a, jednego z wokalistów grupy GusGus. A już wkrótce premiera pierwszego albumu studyjnego dziewczyn, który ukarze się nakładem wytwórni PIAS. Czekamy! M.

tęskno – mięsień
Reklamy

MAriOLi playlista na lato

Cześć wszystkim!

Po tak długiej przerwie stwierdziłam, że nie ma co się rozdrabniać, wrzucę od razu playlistę, która zawierać będzie moje kolejne odkrycia, ale też uwielbiane klasyki, do których zawsze wracam. Playlista jest bardzo wakacyjna, tzn. dużo tu popu i elektronicznych beatów, choć ogólnie jest to jak zwykle jeden wielki misz-masz. Już dawno temu przestałam być rockistką (jak ładnie tłumaczy Mark Ronson, to jak rasizm, tylko muzyczny) i nie wykluczam żadnego gatunku muzycznego z kręgu moich zainteresowań (no dobra, disco polo nie mogę przełknąć, ale na pewno jest to fascynujący gatunek, chociażby z socjologicznego punktu widzenia).

Ponieważ playlista jest w Spotify (z którego osobiście rzadko korzystam), jako bonus wrzucam link do video: „Jak być odpowiedzialnym fanem muzyki w czasach Spotify” (niestety, film tylko w wersji po angielsku). Ogólne przesłanie – korzystajcie więcej z platformy Bandcamp, co i ja gorąco polecam. M.

Nie tylko po angielsku

Tekst utworu może mieć ogromny wpływ na jego odbiór. Osobiście uwielbiam tragikomiczne zestawienie smutnego tekstu z wesołą melodią (lub odwrotnie), czy kiedy delikatna ballada, nabiera podwójnej mocy za sprawą poetyckich i wzruszających słów. Jednocześnie banalność czy wręcz głupota niektórych tekstów zrujnowała mi przyjemność słuchania niejednej już piosenki. Czasem może więc dobrze nie rozumieć słów, za to nasycić się dobrą muzyką… Dzisiaj, w ramach leniwej niedzieli, chciałam się z Wami podzielić muzyką artystów, których twórczość przemawia do mnie, mimo że nie mam pojęcia o czym się tutaj śpiewa.

Mustelide to pseudonim artystyczny Natallii Kunitskaya z Białorusi, producentki, piosenkarki i twórczyni elektro-popu. Poniżej utwór z jej ostatniego album „SPI”:

Mustelide – Salut

Myślę, że akurat Charlotte Gainsbourg nie trzeba nikomu przedstawiać. Poniżej tytułowy utwór z jej nadchodzącego albumu – premiera już 17 listopada:

Charlotte Gainsbourg – Rest

Tzw. bio tej estońskiej artystki zupełnie mnie rozbroiło:

MOKKAA:

– anastasia/stacy
– 19 years old
– estonia
– english/russian speaker

podobnie jak jej album , zatytułowany „Veronorexia”:

Hórmónar czyli rewelacyjny punk z Islandii i ich debiutancka EPka:

I znowu po francusku – Feu! Chartetton, czyli zespół pop-rockowy z Paryża, założony w 2011 roku. Nazwa grupy to zestawienie frazy Pali się! i Chatterton, będąca hołdem dla poety Thomasa Chattertona (PS. dzięki Maciej!):

Feu! Chatterton – Boeing

I trochę utworów od sąsiadów – K.I.Z z Henning May’em z zespołu AnnenMayKantereit:

K.I.Z. – Hurra die Welt geht unter ft. Henning May

Za AnnenMayKantereit, rockowym zespołem z Kolonii, ostatnio bardzo szaleją moje siostry – i nic dziwnego, chłopak niczym King Krule, ma głos wprost odwrotnie proporcjonalny do postury:

AnnenMayKantereit – Pocahontas

I trochę bardziej na południe, czyli posłuchajmy czeskiego producenta i DJ o pseudonimie Ventolin, jak śpiewa o ptakach:

Ventolin – Sowy

Jak chodzi o hiszpański, to ostatnio najbardziej podchodzą mi zespoły z Argentyny, jak shoe-gaze’owy Asalto Al Parque Zoológico:

czy bardzo młody (dosłownie i w przenośni) Perras on the Beach:

Perras on the Beach – Mis Amigos

I na koniec album, który przyznam, że czeka jeszcze na to, abym poświęciła mu więcej uwagi – ale że już od pierwszych nut mnie zachwycił, nie obawiam się podzielić nim z Wami już teraz, przed dokładniejszym przesłuchaniem. „Libelid” to cykl pieśni miłosnych w języku jidysz opracowanych przez Olę Bilińską z towarzyszeniem zespołu doświadczonych muzyków z Gdańska, Warszawy i Sejn. Stanowi on kontynuację płyty „Berjozkele – kołysanki i pieśni wieczorne jidysz“, wydaną przez Żydowski Instytut Historyczny.

To tyle na dziś. Miłego, niedzielnego wieczoru. M.